czwartek, 5 kwietnia 2018

Technologia przyrostowa w lotnictwie


Korzyści z technologii przyrostowej
Korzystając z okazji, że członek Loteczki dr hab. inż. Włodzimierz Adamski z Mielca i Prezes Zarządu Stowarzyszenia ProCax wystąpi z prelekcją 11 kwietnia na III Seminarium Naukowym w Kielcach, pragnę poinformować i przypomnieć postać owego prelegenta i skrótowo podjęty przez niego tytułowy temat.
W klubie lotników Loteczka we Wrocławiu pamiętamy jego prelekcję na temat sposobu tworzenia konstrukcji lotniczych przy pomocy druku 3D jak również o tym co mówił o technologii przyrostowej i jak bardzo zainteresował Brać Lotniczą Dolnego Śląska swym wystąpieniem. Ponieważ na Seminarium Włodzimierz Adamski wygłosi prelekcję pt. „Technologie przyrostowe zwłaszcza stosowane w przemyśle lotniczym”, więc poniżej przedstawię interesujący z nim wywiad, w którym redaktor naczelny Portalu Przemysłowego Adam Sieroń przeprowadził z panem Włodzimierzem. Zachęcam do zapoznania się z wywiadem.
 Portal Przemysłowy   
Przemysł Lotniczy i kosmiczny
Technologia druku 3D w lotnictwie/04/2017
O tym, jakie obecnie zastosowanie ma technologia przyrostowa w lotnictwie, jakie będą główne kierunki jej rozwoju w najbliższych latach oraz o tym, jak bardzo powszechny stanie się druk 3D w nieodległej już przyszłości rozmawiamy z dr. hab. inż. Włodzimierzem Adamskim, Prezesem Zarządu Stowarzyszenia ProCAx
Druk 3D ma coraz większe znaczenie w wielu branżach przemysłu, w tym również w lotnictwie. Jakie są tego powody?
Przyczyną, dla której technologia 3D, zwana także technologią przyrostową czyli Additive Manufacturing (AM), ma obecnie duże znaczenie w lotnictwie jest to, że produkcja części za jej pomocą jest bardzo opłacalna ekonomicznie, przede wszystkim w przypadku bardzo skomplikowanych kształtów i niewielkich ilości produkowanych elementów. Technologia przyrostowa, handlowo zwana drukiem 3D, daje w tego typu sytuacjach bardzo duże możliwości. I dlatego też w przemyśle lotniczym bardzo mocno się ona rozwija. Czołowi gracze, tacy jak Boeing i Airbus robią już bardzo dużo części z jej zastosowaniem. Warto jednak podkreślić, że w lotnictwie bardzo ważne jest bezpieczeństwo. W związku z tym jak dotąd produkowane są te części, które nie są częściami krytycznymi, czyli takie jak kanały, wsporniki itp.
Czy można powiedzieć, jaki procent samolotów jest w tej chwili produkowanych za pomocą technologii przyrostowej?
Jest to trudne do oszacowania. Mogę tylko powiedzieć, że ilościowo Boeing wyprodukował jak dotąd 200 różnych części do 10 typów samolotów, dla przykładu w Dreamlinerze są to 32 różne elementy. Jeżeli chodzi o Airbusa, to w ostatnim A350 mamy już ponad tysiąc części, które wykonane zostały w technologii przyrostowej. Tak więc im później produkowany jest samolot, to tym więcej posiada tego typu części. Jest to związane z wciąż trwającym procesem naukowo-badawczym, dzięki któremu uzyskujemy coraz więcej możliwości. Tym bardziej, że w lotnictwie najważniejsze jest bezpieczeństwo, w związku z czym ten proces jest znacznie wydłużony. W jego ramach powstały już nowe materiały lotnicze, takie jak Ultem 9085, który ma parametry zbliżone do stopu aluminium 2024. W tym sensie, że stosunek wytrzymałości do ciężaru jest prawie taki sam.
Czy te materiały są związane tylko i wyłącznie z technologią przyrostową, czy były już wykorzystywane w lotnictwie?
Jeżeli chodzi o tworzywo, które wymieniłem, to ono powstało dla technologii przyrostowej. W ogóle technologia przyrostowa spowodowała produkcję nowego typu materiałów – mam na myśli tytanowe i ze stali nierdzewnej – to są specjalne proszki, które są później laserowo spiekane. Jednocześnie produkcja części z tworzywa sztucznego bardzo się rozwinęła i są one obecnie już powszechnie dostępne. Na kolejnych targach, tak jak Dni Druku 3D w Kielcach, można zobaczyć bardzo dużo różnego rodzaju rozwiązań w tym kierunku.
Jakiego rodzaju części są w tej chwili w przemyśle lotniczym produkowane są za pomocą technologii przyrostowej?  Czy w kontekście bezpieczeństwa są to części raczej nie mające zastosowania mechanicznego?
Nie o to tutaj chodzi. Rzecz w tym, że w samolocie są tzw. części krytyczne. Taką częścią krytyczną jest np. podwozie, wspornik podwozia, który pracuje niezwykle intensywnie i przenosi bardzo duże obciążenia, a także różnego rodzaju wręgi. Ale są też części niekrytyczne, jak na przykład wsporniki, które podtrzymują instalację paliwową, hydrauliczną, sterowanie. To te elementy zaczyna się wykonywać w technologii przyrostowej. Jest tak dlatego, że w przypadku skorzystania z tej technologii z grubsza można powiedzieć, że przy tej samej wytrzymałości, otrzymujemy ciężar o połowę niższy. To w lotnictwie to jest bardzo istotne.
Następnie różnego typu instalacje, takie jak instalacja oblodzeniowa – są to często bardzo skomplikowane rury, wykonane ze stali nierdzewnej. Ich sposób wykonania jest bardzo trudny, więc technologia przyrostowa bardzo się przydaje. Wynika to z tego, że w technologii przyrostowej budujemy strukturę warstwa po warstwie. W związku z tym kształt nie ma, że tak powiem, większego znaczenia – im bardziej skomplikowany kształt, tym bardziej jego produkcja za pomocą druku 3D się opłaca. Oprócz tego w kabinie pasażerskiej jest wiele części, które można wykonywać w technologii przyrostowej. Tak więc jej rozwój rozwija się tej chwili w tych właśnie kierunkach. Przynajmniej jeżeli chodzi o lotnictwo cywilne.
Jak jest więc w przypadku lotnictwa wojskowego?
Jeżeli chodzi o samoloty, to jest mniej więcej jest podobnie, gdyż jest w nich pilot, któremu należy zapewnić bezpieczeństwo. Ale lotnictwo wojskowe to także drony. I w tym przypadku jest już bardzo duży udział technologii przyrostowej. Są nawet takie przypadki, w których niemal wszystkie części w dronach robione są właśnie w tej technologii.
W przypadku dronów bezpieczeństwo człowieka już nie jest istotne. Dlatego też w tym kierunku producenci poszli i już bardzo dużo elementów, a nawet całe drony, są wykonane w technologii przyrostowej.
Dlaczego ta technologia jest tak dobra? Jest ona efektywniejsza, tańsza?
Powiem tak. Dotąd stosowaliśmy technologię tzw. ubytkową, czyli obróbkę skrawaniem. W tym przypadku mamy bryłę materiału, i wyjmujemy z niego materiał niepotrzebny, i to, co zostaje, jest efektem naszych działań. Tworzymy jednak jednocześnie odpady. W technologii przyrostowej jest odwrotnie. Mamy materiał i ten materiał używamy do produkcji, nie tworząc odpadu. To jest raz. A dwa, że możemy niejednokrotnie wytwarzać bardzo skomplikowane części, które w technologii ubytkowej były niemożliwe do wykonania. Mam na myśli np. elementy bioniczne , ale także wsporniki ażurowe, które albo bardzo ciężko, albo wręcz w ogóle niemożliwe były do wykonania w technologii ubytkowej. Teraz można powiedzieć, że projektant, konstruktor nie jest ograniczony. Jak chce zrobić swój wyrób, tak może go zrobić. Oprócz tego można w technologii 3D zrobić gotowe złożenia, których nie będzie można zdemontować, ale będą pracować – w technologii ubytkowej tego już nie można zrobić.

Czy druk 3D może zastąpić normalną produkcję? W kontekście lotnictwa jest też pytanie o to, kiedy może powstać pierwszy samolot w technologii przyrostowej, o ile to jest w ogóle możliwe?

Już są takie plany. Przewiduje, że w technologii przyrostowej będzie się budowało samoloty, ale to wymaga sporo czasu i dużo badań. Ta technologia umożliwi to, że samoloty będą znacznie lżejsze. To jest bardzo duża zaleta.
Jest też kolejny plus, o którym nie wspomnieliśmy. Chodzi o części zamienne. Podam przykład z produkcji na potrzeby wojska: dziś żeby prowadzić działania wojenne, trzeba mieć odpowiedni magazyn części zamiennych. W przypadku druku 3D wystarczy mieć odpowiednie metalowe proszki, które są łatwo składowalne, kilka drukarek i praktycznie rzecz biorąc na poczekaniu za pomocą komputera i posiadanych modeli części zamiennych, można bardzo łatwo je wykonać, np. w warunkach wojennych. Jest to bardzo szybkie i zarazem bardzo łatwe. Oprócz tego prasa i media podawały, że gdy będziemy eksplorować kosmos nie będziemy zabierać ze sobą gotowych wyrobów, tylko będziemy brać drukarki, i za ich pomocą, na miejscu, korzystać z dostępnego materiału i wykonywać potrzebne nam obiekty, części itp. Dlatego ta technologia jest właśnie pod tym względem niezwykle interesująca.
Proszę zauważyć, że technologia ubytkowa, którą znamy, czyli obróbka skrawaniem, a także obrabiarki sterowane numerycznie w ciągu ostatnich stu lat, a szczególnie w ostatnich pięćdziesięciu lat, bardzo się zmieniła. Technologia przyrostowa rozwija się dopiero kilkanaście lat. W związku z powyższym za kolejne kilkanaście-kilkadziesiąt lat możliwości tej technologii będą znacznie większe.
Jakie są największe ograniczenia dla rozwoju tej technologii? Jakie są jej minusy?
Na obecnym etapie minusem jest dłuższy czas wykonywania niektórych części, gdyż są one nanoszone warstwa po warstwie. Ten problem będzie niwelowany, gdyż będą powstawać części hybrydowe. W tej chwili w lotnictwie już stosuje się taką metodę, że drukuje się część danego elementu, a potem się ją obrabia, żeby uzyskać większą dokładność.
Obecnie jako o wadzie można powiedzieć o kwestii masowej produkcji. Gdyby przyszło nam zrobić załóżmy 500.000 sztuk rocznie danego elementu, to inne technologie są na dzień dzisiejszy tańsze, i w związku z tym bardziej ekonomiczne. Ale jeżeli mamy zrobić coś w niewielkiej ilości, to technologia przyrostowa ma tutaj dużą przewagę, gdyż nie wymaga dodatkowego oprzyrządowania. Tym bardziej, że może być ona wykorzystywana do produkcji części tego oprzyrządowania, lub też – wracając do tematyki lotniczej – np. bardziej skomplikowanych pulpitów lotniczych. Już zaczyna się wykorzystywać tę technologię również w Polsce. Nasz przemysł lotniczy już wystartował i zaczyna prowadzić prace badawcze i produkcję w tym kierunku.
Właśnie miałem spytać, jak wygląda sytuacja na rynku polskim? Czym się różni?
W programie badawczym Narodowego Centrum Badań i Rozwoju INNOLOT uwzględnione są dofinansowania dla polskich firm prac badawczych, związanych z technologiami przyrostowymi. Już wykonuje się oprzyrządowanie do produkcji blach. Produkuje się także elementy kanałów wentylacyjnej kanalizacji do polskiego samolotu M28, który w Ameryce Południowej przechodzi obecnie oblot marketingowy. Oprócz tego to w Polsce wykonuje się kokpit z elementami bionicznymi, a w testach są robione wsporniki i części ażurowe. Ten program badawczy jest już w naszym kraju realizowany.
Jest więc szansa, że Polska znajdzie się wśród grona kilku specjalistów od technologii przyrostowej w skali Europy lub świata?
Powiem tak: były prezydent Obama w czasie swojej pierwszej kadencji wyczuł, że ta technologia ma przyszłość, i z funduszy przeznaczonych pierwotnie na inną działalność, przeznaczył 50 mln dol. na utworzenie instytutu badawczego technologii przyrostowej. Czyli amerykanie wyczuli potencjał, który ona za sobą niesie i jakie może przynieść korzyści dla gospodarki amerykańskiej. Więc – patrząc z naszej perspektywy – jeżeli Polacy w tym kierunku rozwoju technologii pójdą, to mogą osiągnąć sukces. Gdyż jest nisza rynkowa.
To wymaga odpowiedniego procesu badawczo-rozwojowego, żeby podnieść technologię przyrostową z poziomu gotowości technologicznej 6-7, do poziomu 9, gdyż taki przemysł interesuje. U nas często media pokazują jakieś opracowania naukowe, chwalą się, co Polacy nie zrobili, tylko zapominają o jednym. Że pokazują poziom gotowości technologicznej na przykład 5. A to jest za mało. Przemysł jest zainteresowany poziomem gotowości technologicznej 9. Wtedy cały proces jest przebadany, a technologia gotowa do uruchomienia produkcji seryjnej.
W nieodległej przyszłości tego właśnie należy się spodziewać?
Tak, z pewnością. Rzeczywiście powstały nowe możliwości. Podobnie dzieje się w dziedzinie, którą większość ludzi zna. Mieliśmy żarówki z drucikiem wolframowym, dzisiaj mamy żarówki LED-owe. I te wcześniejsze znikają już z rynku. Posiadają mniejszą moc, strumień świetlny 1.300 lumenów znajdował się dawniej w żarówce 100-watowej, a teraz jest w 15-watowej. Czyli rozwój nauki przygotował to, że w tym zakresie osiągnęliśmy właściwy poziom gotowości technologicznej. I w przypadku technologii przyrostowej będzie podobnie.
Jest ona nowa, rozwija się, wymaga wielu badań. Na pewno jednak na pewno za jakiś czas zobaczymy, że nie tylko będzie ona powszechnie stosowana w przemyśle, ale również sami będziemy ja stosować. Gdyż na posiadanie drukarki do tworzywa sztucznego stać będzie przeciętną, polską rodzinę. I jak nam się jakieś drobne części w AGD zepsują, to będziemy mogli sobie sami je wykonać i naprawić dane urządzenie. W tę stronę zmierza rozwój technologii przyrostowej. Bardzo interesujące jest obserwować ten proces. Koniec wywiadu.
            Warto przy okazji wspomnieć jakie ogromne znaczenie ma stosowanie druku 3D przy konstruowaniu samolotu. Obecnie konstruktorzy nie muszą korzystają z tablic kreślarskich, na których przy pomocy rysunku technicznego powstawały konstrukcje. Używa się komputerów i druku 3D. Jest to setki razy szybciej, a więc taniej.
Pamiętam ze swojej pracy w Mielcu, jak konstruowano samolot M-15 Belphegor. Przyjechało w latach 1970-tych ze Związku radzieckiego do Mielca około 80-ciu konstruktorów na czele z Izmajłowem - głównym konstruktorem. Dołączono do nich kilkaset mieleckich konstruktorów, gdzie na dużej nowo wybudowanej hali kreślili na deskach kreślarskich rysunki.
Można jedynie w innym temacie wspomnieć, że nic z tego samolotu nie wyszło, mimo tego, że sami sobie Sowieci naszym kosztem skonstruowali samolot, a następnie wycofali się z kupna, bo przestał być im potrzebny. Prawdopodobnie w głowach Izmaiłowa i blisko z nim spokrewnionym premierem Kosyginem powstał pomysł samolotu, który przy pomocy środków chemicznych, będzie niszczył masowo wkraczających na terytorium ZSRR Chińczyków, albowiem były to czasy wrogości Chin do ZSRR i odwrotnie. M-15 rzekomo dla celów rolnictwa miał silnik z napędem odrzutowym, stosowanym do latania z wyższą prędkością, wyżej i startowania z baz o wyższym standardzie technicznym niż w rolnictwie. Były to wady podstawowe dla celów rolnictwa, które zdecydowały że po ociepleniu stosunków z Chinami samolot M-15 Belphegor przestał być potrzebny. Nie sadzę, aby nadszedł czas otworzenia w Rosji archiwów i wykazania wszystkiego co się w tym kraju działo.
Teofil Lenartowicz
Wrocław, 5 kwietnia 2018
 
           
  

środa, 4 kwietnia 2018

Moje marcowe spotkania


W marcu uczestniczyłem w czterech spotkaniach
Napisałem w marcu kilka tematów, ale nie było w nich tekstów o czterech spotkaniach, w których uczestniczyłem. Nadrabiam więc owe zaległości i poniżej przedstawię zdjęcia i pokrótce napiszę co prezentują.

W pierwszym uczestniczyłem 1-go marca na moim osiedlu w Centrum Aktywności Lokalnej (CAL), a było to spotkanie rozpoczynające działalność po oddaniu przez Miasto samorządowi osiedla budynku po byłym domu dziecka. Dokonano na spotkaniu podziału ról na najbliższy czas, a dzieci z przedszkola uświetniły występem ów fakt.
Przedszkolaki prezentują taniec z parasolami

Jak wyżej

W pierwszym rzędzie siedzą Kazimierz Sokołowski ze swym kolegą o nazwisku Tadeusz Żołnierczyk, a między nimi pani Róża Maraszek, znana z prowadzenia wszystkiego co się muzyką nazywa

W okularach to Ewa Mękarska - bardzo blisko spokrewniona z moją żoną Lidią, a rząd bliżej po prawej to pani Barbara Świder.

Przyszło na to spotkanie sporo ludzi

Pod parasolami tańczące dzieci

Jak wyżej

Mówi przez mikrofon Krzysztof Zalewski przewodniczący Zarządu Rady Osiedla Zacisze Zalesie Szczytniki

Obecni na spotkaniu

Tutaj chyba wszyscy na sali

Część siedzących w prezydium


Drugie spotkanie odbyłem w klubie lotników Loteczka, gdzie tematem było lotnictwo wojskowe Chin. Prelekcję wygłosił dr Tomasz Szulc z Politechniki Wrocławskiej. Wynikało z jego słów jakoby lotnictwo wojskowe Chin opierające się na technologii radzieckiej samolotów MiG 15, MiG 17 było przestarzałe i nie zapewniało obrony powietrznej przed zewnętrznym atakiem i jest tak do obecnych czasów. Nie zgodziłem się z jego słowami i w dyskusji podałem dwa przykłady. Jeden dotyczył wojny w Korei, gdzie MiG-15 i MiG-17 dawały Amerykanom dość dobrze w skórę, radząc sobie nieźle w walce. Chińczycy mieli swojego sprzętu lotniczego bardzo dużo. Będąc w Indonezji w latach 1961-1962 z grupą 7-miu z Mielca, gdzie przekazywaliśmy samoloty MiG-17PF (Lim5P) indonezyjskiej armii i szkoląc obsługę na tym samolocie, widziałem jak dużo było tam samolotów MiG produkcji chińskiej i radzieckiej. Wprawdzie pod względem wykonania nie dorównywały naszym, jednak masowość chińskiej produkcji była olbrzymia. Biorąc pod uwagę, jaką potęgą po ponad pół wieku stały się Chiny, trudno uwierzyć, że mają tak słaby powietrzny przemysł obronny, jak przedstawił to dr Tomasz Szulc w swoim wystąpieniu. Nie uwierzyłem w te bajeczki. Poniżej kilka zdjęć ze spotkania.
Sekretarz klubu Loteczka Henryk Kucharski ogłasza komunikat

Z lewej stała bywalczyni Bolesława Jońca - szybowniczka i zakochana od lat młodości w lotnictwie

Grupa zasłuchanych w prelekcję dr Szulca

Jak wyżej

Ryszard Choniawko i Bogdan Ginter


Stojący z lewej to przemawiający dr Tomasz Szulc, a z prawej trzymający w rękach aparat fotograficzny to pilot Stanisław Błasiak - honorowy prezes klubu lotników Loteczka
     

Trzecim spotkaniem było14 marca spotkanie w CAL z Kazimierzem Sokołowskim, który zademonstrował swój muzealny zbiór dawnej broni. Opowiedział o historycznej dzisiaj broni i sposobach walki. Na zdjęciu poniżej widoczne są liczne eksponaty przyniesionej broni.  Ilość wszelkiego rodzaju zbiorów w jego domu i jego historyczne wiadomości, budzą zdziwienie, jak wiele może zdziałać jeden człowiek mając taką pasję. Mówił także o tradycji pisanek wielkanocnych, a dwie panie przyniosły do oglądania kilka pięknych kolekcji.
Z lewej siedzący Kazimierz Sokołowski, a dalej za nim jego wnuk

Na ostatnim 20 marca odbytym w CAL spotkaniu opowiedziałem o swojej książeczce pt. Notatnik Syberyjskiego Zesłańca, w której opisałem losy swojego stryja po zesłaniu do sowieckiego lagru, a następnie drogę z zesłania do Armii Andersa oraz w jakich okolicznościach i gdzie zginął. Bardzo skrótowo opowiedziałem ową historię, koncentrując się na tym jak zdobywałem informacje o losie stryja.
Siedzą od lewej pani Halina Roman, Bogdana Dąbrowska, Tadeusz Żołnierczyk, M. Maksymowiczowa i Kazimierz Sokołowski

Państwo Maksymowiczowie, a w środeczku Kazimierz Sokołowski

Siedząca od lewej to żona Edwarda Sobczaka, a czytający to jej mąż Edward - prezes klubu lotników Loteczka.

Na pierwszym planie w rozmowie pani Bogdana Dabrowska z panią Magdą Maksymowicz

Grupa harcerzy, która przyszła posłuchać historii o moim stryju Henryku Lenartowiczu, o którym napisałem książeczkę pt. Notatnik Syberyjskiego Zesłańca

Siedzą Kazimierz Sokołowski, Stanisław Maksymowicz i harcerz, a stojącym jest Tadeusz Żołnierczyk

Jak wyżej

A tutaj ja - Teofil Lenartowicz opowiadający historię o swoim stryju

Jak wyżej

Jak wyżej

Grupa harcerek


Celem mojego wystąpienia było zachęcenie do zbierania podobnych wydarzeń, które niemal każda z rodzin w swojej genealogicznej historii posiada, oraz jak ważna dla pamięci o przodkach jest każda taka historia. Poznanie ich trudów życia z walką o wolność, pozwoli nam zrozumieć jaką ogromną wdzięczność jesteśmy im winni za to, że cieszymy się dzisiaj wolnością, korzystamy ze zdobyczy cywilizacji i mamy obecny poziom życia.

Teofil Lenartowicz

Wrocław, dnia 5 kwietnia 2018



  

sobota, 24 marca 2018

Polemika w sprawie "Olka" Rusina


Polemika w sprawie Olka Rusina
Pragnę podziękować felietoniście panu Andrzejowi Talarkowi, że przynajmniej on odniósł się w należyty sposób do tematu Żołnierza Wyklętego „Olka” Rusina, opierając się na stronie „Mielecka Opozycja” Marka Podolskiego. Wszystko co jest na owej stronie, rzetelnie zostało zapisane przez człowieka o wysokiej wartości, którego znam i cenię. Marek Podolski, wszedłem z nim w kontakt, bo w genealogii okazało się, że mamy wspólne korzenie. Jego uczynność jest tak wielka, że do obecnych czasów przysyła mi rodzinne informacje. 
Poniżej pragnę odnieść się do stwierdzenia pana Talarka zarzucającemu „Olkowi” że  żył jak umiał w tym PRL-u, jak widać idąc na różne kompromisy z socjalistyczną rzeczywistością” Nie zgadam się z tym stwierdzeniem uważając powyższe słowa za krzywdzące postać „Olka” Może sobie ktoś pomyśleć, że idealizuję jego postać i stąd się to bierze. Natomiast ja  będący świadkiem wydarzeń odpieram zarzut. Jest błędem uważać, że „Olek” szedł na kompromis wstępując do Milicji Obywatelskiej (MO) Znałem w Przecławiu starszych moich kolegów będących w MO, którzy tam służyli, a działo się tak, bo był taki nakaz  rządu londyńskiego, aby opanowywać władze terenowe w tym MO nie dopuszczając w ten sposób komunistów. „Olek” i wielu z tych ludzi nie splamiło się współpracą. Pamiętam w Przecławiu, kiedy na rabunek w 1945 roku przyszli krasnoarmiejcy z Tuszymy, to moi starsi koledzy będący w AK, a później w MO rozbroili ich i przepędzili. W szczegółach mam w Wspomnieniach zapisany nocny sowiecki atak na posterunek MO w Przecławiu i nazwiska cudem uratowanych prowadzonych na śmierć. Kiedy wkraczała Armia Czerwona wielu wydawało się, że idzie wybawienie. „Olek” dostał glejt od sowieckiego dowódcy za uratowanie kilku czerwonoarmistów walczących w jego oddziale, podobnie jak za baterię zdobytych niemieckich dział. Wiadomo jaki cel miało idące za frontem NKWD. Terror, mordowanie, wywózka na Syberię, grabieże i niszczenie opozycji było ich celem. Wielu ratując własne życie zdradziło swych przyjaciół, obejmując stanowiska kontrolowane przez komunistów. „Olek” nie wziął udziału w grabieży do której chciano go użyć w MO i stąd naraził się i został przeznaczony do likwidacji, a powodów było więcej. Zwiał do lasu i natychmiast przygarnął do siebie podobnie zagrożonych jak on. Warto pochylić się nad losem ludzi, którzy walcząc z komuną mieli w perspektywie tylko śmierć. Apatia, pijaństwo, beznadziejność życia, zacieśniająca się przed nimi pętla szubienicy. Jeśli „Olek” nie zginął podobnie jak Wojciech Lis, to tylko dzięki temu, że tępił w oddziale panujące pijaństwo, a jego przebiegłość, czujność i odwaga były fantastyczne. Kiedy spotykałem się z nim wymienialiśmy wzajemne informacje uzupełniając je o wiele  szczegółów.
Kiedy po rozwiązaniu AK przeszedł pod dowództwo WiN, nie poszedł z Hieronimem Dekutowskim ps. Zapora, aby przebijać się przez granicę i wydostać z oddziałem z kraju opanowanego przez komunistów. Wiedział, że to beznadziejne. Wspaniała kobieta Ewa Kurek wykonała ogromną pracę spisując relacje Zaporczyków w kilku tomach książek. Są to wstrząsające opowieści, a ona oskarżona przez rodzinę Siła-Nowickiego oskarżona procesie o ochronę dóbr osobistych została zniszczona finansowo. Natomiast jej książkę o Zaporczykach w 2004 roku ocenzurowane. Widziałem ją ostatnio w telewizji Trwam, a obecnie dowiaduję się, że zmarła 8 marca 2018. Roman Sojka - wnuk donoszącego do UB dziadka, na łamach gazety Korso podobnie straszył mnie, że zrobi ze mną to samo co zrobiono z Ewą Kurek. Mam wycinek z tej gazety.
Ocenzurowana książka Ewy Kurek pt. Zaporczycy
„Olek” kiedy dotrwał do 1956 roku i nie musiał się ukrywać, żył pod piętnem bandyty, pozbawiony praw, z wpisem do akt przez bezpiekę, że nie wolno mu wyjechać za granicę przed 1994 rokiem. Jakie to były kompromisy z socjalistyczną władzą? Doprowadzano społeczeństwo do takiego szczucia na niego, że w Przecławiu pluto na nauczycielkę, bo zaprosiła go na rocznicę Akcji Burza. Kiedy odznaczano go do stopnia pułkownika w 2007 roku, ludzie podburzani przez wrogów „Olka” wpadli do urzędu gminy robiąc awanturę, że go odznaczają. Jego syn Roman to wszystko wie, że nawet po śmierci „Olka” szkalowano go i nikt nie stanął w jego obronie. To nie prawda, że „żył jak umiał w tym PRL-u. On żył na marginesie społeczeństwa, które pozwoliło mu tylko na wegetację pod piętnem bandyty.
Teofil Lenartowicz
Wrocław, dnia 24 marca 2018