czwartek, 13 grudnia 2018

Wystawa Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego


Wystawa Śląskiego Towarzystwa Genealogicznego 
Interesująca wystawa pt. „Tożsamość Miasta i Odcienie Niepodległości” otwarta została 7 grudnia br. na dworcu głównym PKP we Wrocławiu. Będzie można ją oglądać przez cały grudzień na II piętrze w bibliotece powszechnej nr 12.

Zachęcam do obejrzenia wystawy, gdyż jest ona wyjątkowo interesująca nie tylko dlatego, że przedstawia losy rodzin składających się na dzisiejszą społeczność, lecz interesujący są ludzie tworzący ową wystawę.
Z prawej Jadwiga Kaleta bardzo ofiarnie poświęcająca swój czas w ŚTG

Maja Skarżyńńska działalność jak wyżej

Ryszard Pawlikowski - niestrudzony w działaniu i na każde zawołanie do pracy

Ta uśmiechnięta pani również

Jak wyżej

Maciej Róg, jak wyżej

Maja SKarżyńska przy wykonanej przez siebie planszy


Lidia Patorska Lenartowicz na wystawie

Jadwiga Kaleta ze swoim zakochanym w babci wnukiem

Kiedy w dzisiejszym świecie w pogoni za pieniądzem przeliczamy wszelkie działania na pieniądze, warto poznać ludzi, którzy nie wpisują się w ową rzeczywistość. Temu pragnę poświęcić kilka słów.
Nie wiem czemu to przypisać, że właśnie wśród członków ŚTG znajdują się ludzie, którzy dla społecznej potrzeby wkładają swój twórczy wysiłek. Nie chodzi tylko o wykonane i zaprezentowane na wystawie plansze, lecz praca z której korzyści będą mieć wszyscy. Wystawa częściowo odpowiada na pytanie o działalność ŚTG. Natomiast ja pragnę przy okazji podkreślić ofiarność niektórych członków. Nie będę ich wymieniał, aby nikogo nie pominąć, Nazwiska ich można znaleźć poniżej na stronie ŚTG.
Do owoców prac ŚTG należą zapewne Parantele. Jest to wychodzący od kilku lat rocznik, w którym znajdziemy wiele bardzo ciekawych informacji dotyczących genealogii członków ŚTG.
Także w Archiwum Państwowym we Wrocławiu woluntariusze ŚTG poświęcają czas nad dokumentacją Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, działającego w latach 40-tych ub. wieku. Dzięki wydobyciu na światło dzienne informacji kto, skąd, gdzie i z czym przybył na Ziemie Odzyskane, będzie można to znajdować w Internecie. Warto podkreślić, że w początkach współpracy z AP jego kierownictwo podchodziło z rezerwą do woluntariuszy, co po kilku latach uległo całkowitej zmianie, ze względu na znaczący postęp w skanowaniu i digitalizacji dokumentów.
Poza tym członkowie ŚTG z inwentaryzowali kilka wrocławskich cmentarzy dzięki czemu będzie można łatwiej odnaleźć poszukiwane groby zmarłych.
Istnieją też warsztaty, gdzie można co miesiąc pogłębiać wiedzę w genealogicznych poszukiwaniach. Podobnie w spotkaniach członków w bibliotece Grafit, gdzie poprzez kontakty z wybitnymi zaproszonymi na prelekcje ludźmi można podnosić swoją wiedzę.
Istnieje świetnie działająca strona internetowa, gdzie można znaleźć informacje o wydarzeniach i spotkaniach ŚTG http://genealodzy.wroclaw.pl/
Powyższe powoduje popularność i wzrost liczby członków.
Wracając do otwartej wystawy przedstawiam kilka fotek z jej otwarcia dopełniających powyższy tekst.
Zaprezentowana na wystawie plansza

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Barbara Król, Wisia i NN

Wystawę otworzyła prezes ŚTG - Majka Rągowska i kierowniczka biblioteki powszechnej nr 12, gdzie otwarto wystawę 

Jak wyżej, a wśrodku jeszcze Zbigniew Liguz - jeden z wybitniejszych działaczy ŚTG

Na pierwszym planie Jadzia Kaleta starająca się wciągać w arkana genealogi swojego wnuka

Przybyli na otwarcie wystawy czekają na program rozrywkowy, który za chwilę się odbędzie

Jak wyżej

Jak wyżej

Młody człowiek, pracownik AP w programie rozrywkowym odśpiewał kilka pięknych piosenek

Zasłuchani w piosenkach

Jak wyżej

Jak wyżej

Osobiście ze względu na wiek jestem już tylko kibicem powyższych działań. Literki z genealogicznych dokumentów robią mi już taki mętlik w głowie, że zakończyłem działanie. Pomimo, że wiele chciałbym jeszcze wiedzieć.
Teofil Lenartowicz
Wrocław, dnia 13 grudnia 2018 

niedziela, 9 grudnia 2018

Kochane zdrowie


Kochane zdrowie
Mając na uwadze zdrowie, mówimy najczęściej o chorobach. Mam jednak w pamięci słowa rodziców, od których słyszałem, aby w towarzystwie nie mówić o chorobach. Choroba to rzecz negatywna, więc powiem o zdrowiu i służbie zdrowia w sposób pozytywny.
Myślałem już w tym roku, że trzeba się przymilać do Świętego Piotra, aby mnie przyjął. Choróbska dokuczały tak intensywnie, że ten świat przestał mnie bawić i najlepszym sposobem wydawało się zejść z niego. Serce, kości, prostata, złe krążenie, opuchnięte nogi, nocne duszności, spadki ciśnienia do bardzo niskich wartości, chwilowe utraty mowy powodowały coraz częstsze zabieranie mnie na pogotowie. Tam stawiano mnie na nogi i odstawiano do domu, Po kilku tygodniach  sprawa się powtarzała i tak w „koło Macieju”
Ostatnio było już tak, że doszła jeszcze bakteria odporna na wszelkie antybiotyki i nie dawała się usunąć. Miałem jednak szczęście, bo Piotruś uznał że jeszcze nie pora na mnie. Podejrzewam, że postawił przede mną jakieś zadanie, bo kiedy znalazłem się na kardiologii w szpitalu na Kamieńskiego, to nie wysłano mnie w tym samym dniu do domu. Zajęto się mną jak nigdy dotąd. Przeprowadzano konieczne badania. Ustawiono mi inaczej leki. Zabito dożylnie bakterie we krwi. Dokonano innego ustawienia stymulatora serca. Podładowano mnie kroplówkami i po 12 dniach wysłano do domu.
Muszę jednak przedstawić efekt tego leczenia, a był on następujący. Zdecydowane odwodnienie organizmu spowodowało spadek wagi ciała o 10 kg, a co się z tym wiąże znikła opuchlizna z nóg. Znikły dolegliwości z sercem. Nie mam z tego powodu żadnej sercowej sensacji. Nie męczę się zbytnio wchodząc nawet na IV piętro. W nocy śpię nie budząc się z utraty oddechu. Nie spada mi ciśnienie tętnicze do tego stopnia, że tracę mowę. Poczułem się po szpitalu tak dobrze, że wsiadłem w auto, pojechałem do Mielca i po 2 tygodniach wróciłem do Wrocławia. Dokonałem to bez niczyjej pomocy. Minęło od tej pory kilka miesięcy, a ja dalej czuję się dobrze.  Oczywiście, że kości i inne dolegliwości dalej dokuczają, ale to już nie to co było. Czasami także zapominam o czym przed chwilą myślałem i właśnie w tej chwili mi się to przytrafiło. Zapomniałem po co powyższy tekst napisałem.
Musiałem dobrą chwilę odsapnąć, aby świeża myśl dotarła do głowy.
Napisałem to z dwu powodów. Jedno aby bardzo serdecznie podziękować Bozi, a drugie, aby podziękować pani kardiolog dr n. med. Marzenie Stopyra Początek ze szpitala na Kamieńskiego. Ponieważ Bozia uznaje jedynie modlitwy, więc z modlitwą pójdę gdzie indziej. Natomiast obecne podziękowanie zostawiam w całości pani doktór Stopyra.
Pani Doktór. W podzięce za leczenie życzę spełnienia wszelkich marzeń. Natomiast pacjentom życzę tak skutecznego leczenia jakie doznałem i opisałem powyżej.
Mam jeszcze problem ze Świętym Piotrusiem, bo jemu mogą nie wystarczać podziękowania i będzie chciał jakiś rewanż ode mnie. Jeśli się dowiem co chce i spełnię jego życzenie, to napiszę o tym.
Teofil Lenartowicz
Wrocław, dnia 9 grudnia 2018
  

sobota, 1 grudnia 2018

Skradziono Mielcowi 20 lat lotniczej historii


Skradziono Mielcowi 20 lat lotniczej historii

Warto zastanowić się nad powyższym oskarżeniem i zadać sobie następujące pytanie. Czy z okazji 100-lecia Niepodległości Polski powinno się w Mielcu święcić także 100-lecie lotnictwa? Ponieważ odpowiedź zależna jest od znajomości historycznych wydarzeń, należy poznać wydarzenia w Mielcu, sprzed 100 lat, w czasie odzyskiwania Niepodległości Polski. Albowiem dopiero po poznaniu lotniczej historii Mielca, możemy odpowiedzieć na zadane pytanie.

Zainteresowanych historią lotniczą Mielca odsyłam do publikacji z 1985 roku pt. „Bracia Działowscy” oraz „M-jak Mielec” z roku 1986. Wydanie publikacji niemal pół wieku po wyzwoleniu się z totalitarnych systemów, świadczy jak komuna ukrywała działalność patriotyczną ludzi na niwie lotniczej, a w tym wypadku Braci Działowskich. Dopiero dzięki „Solidarności” wymuszono odkrywanie prawdy, czego wynikiem był reportaż z dnia 10.12.1981 z Mieczysławem Działowskim, jednym z dwu Braci. Wcześniej, w latach 1950-1980 słyszałem o lotniczej  historii Działowskich jedynie z ust świadków wydarzeń.
Samolot DKD-4 bis na wystawie w Poznaniu. (arch. M. Działowski)

Stanisław i Mieczysław Działowski przy szkielecie szybowca „Bydgoszczanka”. (Młody Lotnik, listopad 1928)

Dyplom Mieczysława Działowskiego za konstrukcję i wykonanie szybowca „Bydgoszczanka” na konkursie szybowców, Gdynia 1925.(„Młody Lotnik” 11.1928)

Na tle szybowca „Bydgoszczanka” 2-gi od lewej S. Działowski, 9-ty M. Działowski. „Młody Lotnik” listopad 1928

Stanisław i Mieczysław Działowski przy samolocie DKD-4, który na II Konkursie Awionetek w 1928 roku w Warszawie zajął 1 miejsce. (arch. M Działowski)

Awionetki DKD-3 i DKD-4, oraz ich konstruktorzy, 1-wszy Stanisław Działowski 4-ty Mieczysław Działowski. (arch. M Działowski)

Pierwszy od lewej Mieczysław Działowski, 2-gi płk Ludomił Rayski, 5-ty Stanisław Działowski na tle samolotu DKD-5 konstrukcji Działowskich. Na stateczniku widoczny herb Mielca Gryf.

Komisja II Konkursu Awionetek, od lewej siedzą prof. Władysław Tuszyński i pułk. Rayski. Stoi z dyplomem za I miejsce uhonorowany Mieczysław Działowski. (arch. M. Działowski)

Mieczysław Działowski z Januszem Meissnerem pisarzem, pilotem, komendantem szkoły pilotów w Anglii na spotkaniu w Mielcu 1962r. (arch. M. Działowski) 


Wydawało mi się zupełnie normalnym, że na 100-lecie Niepodległości Polski Mielec ogłosi rok 2018 rokiem Działowskich. Niechby daleko w Polskę poleciały słowa, że finalna fabryka lotnicza w Mielcu powstała dzięki rozmiłowaniu Mielczan w lotnictwie. Było tak od zarania Niepodległej Polski 1918 za sprawą Braci Działowskich.

Niestety, podobnie jak za komuny postarano się przemilczeć Działowskich. Na VIII Spotkaniu Lotniczych Pokoleń święcono tylko 80-lecie przemysłu lotniczego Mielca, nie wspominając o wcześniejszym okresie. Skrócono lotniczą historię Mielca, wycinając z niej 20 letni okres od 1918 roku. Stało się tak pomimo tego, że przypominałem organizatorom lotniczą działalność Braci Działowskich. Prezes TMZM Janusz Chojecki ogłosił na VIII.S.L.P. rozważenie mojej propozycji. Miano na 100-lecie Niepodległości Polski uczcić 100-lecie lotniczego Mielca. Tak się nie stało. Domyślam się, że przesądziły sprzeciwy podobne jak za komuny. 

Kiedy napisałem o tym kilka krytycznych słów na blogu, odezwał się Dyrektor Muzeum Regionalnego w Mielcu, że niby czego ja się czepiam, skoro tak wiele mówi się w Mielcu o Działowskich. W odpowiedzi przeczytałem. Jest szkoła Działowskiego, ulica Działowskiego, piękny mural na Osiedlu Smoczka poświęcony braciom,  Aeroklub Działowskich, doprawdy nie wiem co jeszcze można wymyślić.... Napisał.

 Byłem zdziwiony taką reakcją, bo wiadomo, że najlepszym sposobem na propagowanie historii była miniona rocznica. Co do szkoły Działowskiego, to celowo aby zamieszać i skłócić rozbito jedność Braci Działowskich mianując szkołę imieniem jednego z dwu braci. Są to znane także dzisiaj metody podziałów. Mural także dawno zniknął. Wymieniłem z panem dyrektorem kilka maili, które zakończone zostały pod moim adresem drwiną, co nie świadczyło o poważnym potraktowaniu sprawy.

Czyż ja naprawdę tak wiele się domagałem, aby na 100-lecie Niepodległości ogłosić 100-lecie lotnictwa w Mielcu, które dzięki Działowskim istnieje? Przypomnieć ich konstrukcje lotnicze, sukcesy i trud działania. Ich działalność obiegała prasę w międzywojennej Polsce. Czyż tak trudno zrozumieć, że najlepszą okazją do prezentowania  historii było właśnie 100-lecie Niepodległości Polski?

Poniżej udostępniam linki do części dokumentów świadczących o lotniczych działaniach Braci Działowskich. Są to ciekawe z lat międzywojennych kopie prasy lotniczej, gdzie znajdziemy doniesienia o sukcesach Działowskich. Są wykazy mnóstwa dokumentów  Działowskich oraz teksty. Myślę, że w Muzeum Regionalnym w Mielcu takich pamiątek jest  o wiele więcej. Natomiast fakty w nich zawarte powinny służyć wszystkim organizacjom zajmującym się historią lotniczą Mielca, aby ją rozpowszechniać. Mam nadzieję, że nowo wybrane władze samorządowe i radni wyciągną wnioski z haniebnej dotychczasowej działalności organizacji zajmujących się propagowaniem historii Mielca. Milczenie o historii lotniczej Mielczan, a konkretnie Braci Działowskich, z okazji tak ważnej rocznicy nie przynosi chluby władzom Mielca i organizatorom historyczno lotniczych uroczystości.

Uwaga: Poniżej zawarte dokumenty mogą się długo otwierać ze względu na ich obszerną zawartość.

        
Ciekaw jestem, czy zamiast rozsądnego rozważania nastąpi milczenie, szyderstwo, czy skierowane zostaną przeciwko mnie działa.
Teofil Lenartowicz
Wrocław, dnia 1 grudnia 2018