poniedziałek, 5 marca 2018

Moje kontakty z Żołnierzem Wyklętym Aleksandrem Rusinem



Moje kontakty z Żołnierzem Wyklętym Rusinem ps. "Olek"
Tytułowy temat jest kontynuacją poprzedniego tematu z 1 marca dotyczący Żołnierza Wyklętego. Cytowałem w nim temat Ewy Kurek, w którym opisała wyzwoleńczą działalność „Olka” przed transformacją ustrojową 1989, natomiast poniżej zajmę się tym co działo się później i trwa do obecnej chwili.

W kilku słowach przedtem pragnę przedstawić dlaczego od wielu lat interesuję się jego osobą, a historia ta trwa od moich młodzieńczych lat za okupacji niemieckiej na Ziemi Mieleckiej.

Kiedy w tych ciężkich czasach nie było co jeść, bo okupant zabierał nam nawet resztki mleka i gdy partyzanci „Olka” rozbili w Przecławiu mleczarnie niszcząc wirującego bąka, to jak byłem głodny mogłem się napić mleka. Działo się wówczas tak wiele niegodziwości, że świadomość iż są ludzie którzy walczą i opierają się okupantowi, była pewną nadzieją. Ta nadzieja przechylała się to w jedną, to w drugą stronę. Rosła gdy plotka doniosła, że obrabowano niemieckiego kolonistę, zlikwidowano granatowego policjanta, bo zastrzelił człowieka z ruchu oporu. Przez chwilę była radość że odwrócą się losy wojny gdy Niemcy uderzyli na Związek Radziecki. Zmalała gdy ucichł huk dział idących dalej na wschód niemieckich armii. Przygnębiało gdy ojca więziono na Gestapo, gdy na niebie widziałem rakiety V-1 i V-2 lecące na północ. Podobnie na widok mordowanych Żydów i jeńców rosyjskich. W tych okropnościach jedyną pociechą była świadomość istnienia partyzantów. Nie wiedziałem jakie było zaplecze polityczne partyzantów i kto nimi dowodził. Mówiło się o nich banda Olka, bo tak nazwali ich Niemcy. Osobistą tragedię przeżyłem, gdy zginął mój ojciec. Stało się to, gdy partyzanci Olka zabili niemieckiego wartownika pilnującego mostu w Przecławiu. To w jego odwecie zginął mój ojciec. Nie czułem żalu do partyzantów ani ich dowódcy, raczej wzrastała wściekłość do Niemców.

Skończyła się wojna, a dopiero wówczas i także skrycie, dowiadywałem się szczegółów o Olku. Dalej działał ze swoim oddziałem w konspiracji. Pierwszy raz zobaczyłem go w 1945 roku, kiedy przyszedł zamanifestować swą obecność w Przecławiu. Siedział przy piwie w gospodzie przy ladzie w pięknym mundurze przedwojennego oficera z orzełkiem w koronie. Milicjanci z miejscowego posterunku MO nie odważyli się przyjść i przeszkodzić mu w biesiadzie. Jego walkę  przedstawiłem cytatem Ewy Kurek w poprzednim temacie. Wspomnę tylko, że w walce związał się z Hieronimem Dekutowskim ps. Zapora będąc z oddziałem prawie rok pod jego dowództwem. Wówczas Zapora ze swoimi ludźmi czynił próbę z Lubelszczyzny przez Podkarpacie przebić się na zachód. Nie udało mu się namówić Olka do pójścia razem z nim, gdyż ten nie wierzył w udaną próbę. Zapora dotarł aż pod Jasło, ale dalej w kierunku na Czechosłowację już się nie przebił i wrócił na Lubelszczyznę.

Minęły dziesiątki lat kiedy na początku XXI wieku zostałem w Przecławiu zaproszony przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Przecławia na rocznicę „Akcji Burza” Spotkałem tam Olka, bo był jej uczestnikiem w 1944 roku, kiedy oddziały AK przebijały się z pomocą Warszawskiemu Powstaniu.
Aleksander Rusin ps. "Olek" i "Rusal" w roku 2004 na rocznicy "Akcji Burza" w Przecławiu
Jak Wyżej

Dr Jacek Krzysztofik i "Olek"
Olek tak jak wiele innych oddziałów nie przebił się i wrócił w lasy rodzinnej Puszczy Sandomierskiej. Ponieważ zajęty byłem wówczas dokumentowaniem historii rodzinnej podjąłem kontakt z Olkiem odwiedzając go w rodzinnej wiosce Dobrynin przyległej lasom, gdzie mieszkał z synem i jego rodziną. Aby przełamać pierwsze lody pojechałem tam ze swoim kolegą Janem Gręboszem, którego on dobrze znał.
Olek i Jan Grębosz

"Olek" w rozmowie z Janem Gręboszem

"Olek" z Janem Gręboszem przed domem "Olka" około 2005 roku
Początkowo był nieufny czemu się nie dziwię, ale po następnych wizytach, kiedy przekonał się o moich zamiarach, to zapraszał mnie na następne spotkania i w ten sposób dowiadywałem się o jego życiu. Okazał się wspaniałym rozmówcą chętnym do opowiedzenia swych przeżyć. Przebijał z jego wypowiedzi patriotyzm, a witając zadawał mi pytanie. Czy to już jest ta Polska za którą walczył? Znał ogromną ilość tajemnic rakiet V-1 i V-2.
Teofil Lenartowicz z "Olkiem" przy pozostałościach po rakiecie V w Bliźnie

Moja żona Lidia z "Olkiem" w Bliźnie

Jak wyżej

Lidka wychodzi z bunkra z którego Niemcy na poligonie w Bliźnie odpalali rakiety V1

"Olek" w Bliźnie

"Olek" z Lidką przy pozostałościach hal w których montowano rakiety V

Jak wyżej

"Olek" z autorem tekstu w Bliźnie

Autor tekstu z "Olkiem" na drodze do Bliźny

"Olek" z Lidką w miejscu gdzie bezpieka zamordowała w lesie dowódcę oddziału AK Józefa Wałka z którym "Olek" wspólnie zdobyli na kilka dni wyrzutnię rakiet w Bliźnie nie dopuszczając do jej wysadzenia przez minerów.

"Olek" w miejscu gdzie oznakował krzyżem zamordowanie przez bezpiekę jego przyjaciela z walki Józefa Wałka

Tabliczka informacyjna na krzyżu
Jego wioska znajdowała się zaledwie kilka kilometrów od wyrzutni rakiet w Bliźnie, a on przedzierał się przez zasieki i wraz z innymi wykradał Niemcom tajemnicę rakiet. Powiedział mi jednego razu, że dotąd nie ujawnił miejsca niewypału rakiety V-2, pytał czy powinien to obecnie zrobić. Powiedziałem, aby postąpił według własnego uznania i nie nalegałem aby mi ujawnił miejsce rakiety. Wiele lat po jego śmierci ujawnił to jego syn Roman, skąd wydobyto dobrze zachowaną ogromną część V-2. Moje spotkania z Olkiem trwały każdorazowo kiedy przyjeżdżałem z Wrocławia w rodzinne strony.
"Olek" w zadumie przed swoim domem w Dobryninie

Często gestykulował podczas rozmowy

"Olek" przebrał siebie i Lidkę w mundur celem wykonania kilku zdjęć

Umundurowani Lidka z "Olkiem" przed jego domem

Jak wyżej

"Olek" w swoim mieszkaniu w 2007 roku
 Dowiedziałem się szczegółów z tragicznego dnia, gdy zginął mój ojciec, ale także wiele innych z jego walki. Doszło do tego, że przy mojej pomocy chciał wyjaśnić pewne fakty do których miał wątpliwości. Rozważaliśmy wiele kwestii. Zrobiłem z nim kilka nagrań na dyktafon, a także opisałem kilka relacji przeżyć swych kolegów z dawnych lat. Wszystko to spisałem w Wspomnieniach i mam wraz ze zdjęciami na około 800 stron maszynopisu A4. Musi jednak jeszcze wymrzeć sporo ludzi, aby można to upublicznić.
"Olek" w muzeum gen. Władysława Sikorskiego w Tuszowie Narodowym obok Mielca gdzie się generał urodził

Jak wyżej

"Olek" na ławce przed domem ze swoim synem Romanem

"Olek" z synem Romanem i jego żoną Renatą

Jak wyżej

Z prawej "Olek" ze swoim sąsiadem Haraczem


Roman Rusin ze swoją żoną Renatą


Z historii życia Olka przezierała ogromna tragedia i niewdzięczność społeczeństwa za jego 17 letnią walkę w konspiracji. Komuna wtłoczyła go na margines społeczny i otoczyła szczelnie mianem bandyty. Dalej donosiciele bezpieki piastowali funkcje społeczne i oskarżali go o czyny których nie popełnił. Wprawdzie zapraszano go na uroczystość państwowe, ale milczano o jego zasługach. Doszło do tego, że kiedy władze wojskowe mianowały go do stopnia pułkownika i na uroczystości w urzędzie gminy padły słowa uznania z ust urzędnika, to grupa mieszkańców wpadła i zrobiła mu awanturę. Władze wojskowe wystawiły wniosek mianowania go do stopnia generała, ale nie był jeszcze podpisany przez prezydenta. Później Olek zmarł.
"Olek" w 2008 roku kilka tygodni przed śmiercią z synem i jego żoną

Jak wyżej
Publikowałem w prasie lokalnej Mielca zasługi Olka wymieniając nazwiska  konfidentów pomagających bezpiece ująć Olka. Grożono mi i protestowano do prasy, a ta publikowała ich protesty. Nikt się nie odezwał w obronie czci Olka. Nie odezwała się żadna z organizacji kombatanckich. Wszyscy nabrali wody w usta. Jedynie rodzina Olka stawała w jego obronie. Jej protesty na publikacje oszczerczych ataków w redakcji tygodnika Korso nie odniosły skutku. Natomiast ja usłyszałem od naczelnej redaktor, że jestem adwokatem rodziny Rusinów zajmując się obroną Olka. Remontując rynek w Przecławiu miano na nim postawić obelisk z napisem czczącym wyzwolicieli Przecławia. Zaproszony na spotkanie zapytałem wójta, czy ma na myśli Armię Czerwoną? Chyba odtąd zostałem uznany wrogiem, bo więcej mnie nie zapraszano. Umieszczono na obelisku nic nie mówiący napis, a proponowałem napis ku czci całego oddziału Olka, aby każdy przybysz wiedział, że znajduje się na terenie skąd żołnierze AK pod dowództwem Olka Rusina wykradali tajemnice rakiet V przypłacając to nawet życiem. Na uroczystości otwarcia Parku Historycznego w Bliźnie, gdzie Niemcy testowali rakiety V wygłaszający uroczystą mowę podkreślał zasługi innych nie wspominając Olka, a w apelu poległych nie powołano schwytanych w Bliźnie na zbieraniu niewypałów i zamordowanych. "Olek"będąc członkiem ŚZŻAK musiał walczyć z współpracującymi z bezpieką donosicielami, mszczącymi się na nim za sprawione im lanie na goły tyłek. „Zapora” za współpracę z bezpieką karał śmiercią, ale „Olek” nie splamił rąk bratobójczą krwią. Uratował 2-krotnie od śmierci komunistę z Przecławia, który wciągał go w zasadzkę. W rewanżu jego córka do obecnych czasów rozsiewała oszczercze ataki przeciwko niemu, a mnie groziła używając niecenzuralnych słów. Niezrozumiałe jest dla mnie nawet obecne działanie, kiedy nie znajduję wśród czczonych Żołnierzy Wyklętych nazwiska „Olka” i obserwuję jakby unikano wymieniać Żołnierzy AK. Jestem przekonany, że gdyby na innym terenie miano takiego bohatera jak „Olek” to historię o nim znano by w całej Polsce, bo zapełniła by pełnoekranowy film mrożącymi krew w żyłach scenami. Jego ucieczka z niewoli sowieckiej na wykradzionym motocyklu przez sowiecką strefę i niemiecką do swojej wioski i wszystko co przeżył do śmierci, byłoby ciekawsze od filmu z Bondem w tle, a w dodatku prawdziwe.  
Obecnie na sztandarach uroczystości w Mielcu nie widzę nazwiska Olka Rusina, i innych walczących w AK i WiN,  a sztandary niosą inne organizacje niż walczące o wolną Polskę. Widząc w podpisie „Prawdę i Pamięć” nasuwa mi się pytanie. Czyżbyśmy przesuwali się w kierunku totalitarnym w którym „Prawda i Pamięć” czciła w lesie Hitlera i hitlerowców, z którymi Olek walczył?
W następnym temacie przedstawię dokumenty, w sprawie działań na rzecz uznania przez społeczeństwo Mielca chwały należnej „Olkowi” i jego żonie Marii, która podobnie jak on zasługuje na chwałę wyższą od bohaterów noszonych w Mielcu na sztandarach w dniu Żołnierzy Wyklętych.

Teofil Lenartowicz
Wrocław, dnia 5 marca 2018
                                

2 komentarze:

  1. Przejmująca historia, czyta się jednym tchem, Teofil kontynuuj ten temat, ta historia i jej dalszy ciąg nie powinna ulec zapomnieniu.Serdecznie pozdrawiam Ciebie i małżonkę Lidzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdeczne dzięki za pamięć i ciągłą obserwację moich wpisów

      Usuń