sobota, 1 lipca 2017

Zmarł Mieczysław Działowski



 Zmarł Mieczysław Działowski junior
Z wielkim żalem dotarła do mnie wiadomość z Mielca, że w dniu 21 czerwca zmarł mój dobry przyjaciel Mieczysław Działowski, syn jednego z Braci Działowskich, którym Mielec zawdzięcza lotniczą potęgę. 
Warto przypomnieć sylwetkę Śp. Mieczysława – pilota, poetę, autora kilku książek i nad wyraz uczciwego człowieka. W okresie okupacji niemieckiej działał w Mielcu w Szarych Szeregach.
Jego życie to ciąg zmagań z historią, walką o cześć przodków i własną egzystencję. Czasy komunistycznego zakłamania nie sprzyjały jego życiu. Jego stryja Stanisława uznawano za wroga tylko dlatego, że walczył w siłach powietrznych Wielkiej Brytanii. Nie ważne było nawet to, że zginął śmiercią lotnika w walce z Niemcami. Jego ojciec Mieczysław – pilot, konstruktor i budowniczy samolotów był z tego samego powodu traktowany podejrzliwie będąc bratem Stanisława. Skutkowało to zakazem lotów w Aeroklubie Mieleckim. Śp. Mieczysław junior w powojennej Polsce został wydalony z Dęblińskiej Szkoły Orląt z tego samego powodu. Późniejsze lata to czasy przemilczania lotniczych osiągnięć Braci Działowskich. Nawet po transformacji ustrojowej 1989 roku nie pamiętano, że wielkość Mielca zawdzięczać należy Braciom Działowskim. Ich potomkowie nie zostali zaproszeni na uroczystość 70-lecia lotnictwa w Mielcu.
Śp. zmarły Mieczysław całe swoje życie poświęcił walce o pamięć i cześć swego ojca i stryja. W swojej książce pt. „Czas przerwać milczenie” ujawnił swój żal do lokalnej społeczności i władz samorządowych, które torpedowały wnioski upamiętniające. Przypominam sobie z przed lat wniosek Aeroklubu Mieleckiego, aby upamiętnić mieleckie lotnisko nazwą Braci Działowskich. Nic z tego nie wyszło. Jedynie Aeroklub Mielecki nazwał się imieniem Braci Działowskich. W swojej książce pt. „100 lat przygody Mielca z lotnictwem” przedstawiłem przygodę Mielca z lotnictwem od 1915 roku, kiedy w główce 15-letniego Stanisława Działowskiego na widok latającego obiektu zaczęło kiełkować lotnictwo. To jego zaraźliwa fascynacja lotnictwem i jego wraz z bratem lotnicze konstrukcje spowodowały, że Mielec stał się w skali kraju lotniczą potęgą. To Działowscy tak zarazili lotnictwem społeczność Mielca, że przy wyborze na lokalizację COP, budowa PZL przypadła na Mielec.
Mam jednak nadzieję, że społeczność Mielca w przyszłym 2018 roku należycie oceni zasługi Braci Działowskich. Zapowiedziane obchody 100-lecia lotnictwa nie tylko w całej Polsce, ale i w Mielcu odpowiednio do zasług upamiętnią Braci Działowskich, o co całe życie walczył śp. Mieczysław junior. Żal serce ściska, kiedy umiera taki człowiek. Cześć i chwała jego pamięci, a szczęśliwości w Aeroklubie Niebieskim. 
Teofil Lenartowicz
Wrocław dnia 1 lipca 2017

4 komentarze:

  1. Dziękuję Panu za ten wpis i za inne Pana wspomnienia, które prezentuje Pan tutaj. To, co Pan robi jest bardzo cenne, pozwala mi lepiej zrozumieć historię okolicy i moich przodków, z których niewielu jest tak długowiecznych jak Pan. Wiele bardzo istotnych informacji o Obwodzie AK Mleko i działaniach partyzantów poznałam właśnie dzięki Panu. To wspaniałe, że potrafi Pan tak sprawnie korzystać z internetu i dzielić się za jego pośrednictwem tym, co naprawdę istotne.

    Przykro mi, że Mieczysław zmarł tak nagle i daleko od domu. Niestety rodzina z Mielca nie została powiadomiona o jego śmierci i dacie pogrzebu, dowiedzieliśmy się o tym z gazety. Dobrze byłoby kiedyś wspomnieć go z innymi, którzy go znali.

    Prawnuczka Stanisława Działowskiego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie dziękuję za miłe słowa. Mieczysława znało wielu nie tylko z Mielca. Znany był także w klubie Krakowskich Seniorów Lotnictwa. Tamtejsze środowisko do dnia dzisiejszego podziwia działalność Braci Działowskich właśnie w Krakowie. Żal serce ściska, że nie dzieje się to w ich rodzinnym mieście w Mielcu, gdzie odnosi się wrażenie jakby chciano o nich zapomnieć. Ubolewał nad tym śp. Mieczysław, a także ja dawałem temu wyraz w swej książce "100 lat przygody Mielca z lotnictwem. Mam jednak nadzieję, że Pani jako prawnuczka Stanisława Działowskiego podejmie dalszy trud odświeżenia pamięci o Braciach Działowskich. Jest w tej chwili dobry moment, albowiem zapowiadane na przyszły rok 100-lecie lotnictwa w Mielcu nie może się obejść bez udziału Działowskich. Byłoby wspaniale, gdyby do tego trudu dołożyła Pani swoją cegiełkę. Czy nie będzie tajemnicą, którego z synów Stanisława jest Pani wnuczką i coś więcej o sobie?

      Usuń
  2. Krakowskie instytucje zajmujące się lotnictwem rzeczywiście podchodzą do braci Działowskich bardzo miło i serdecznie. To dzięki nim dysponuję ogromną ilością ciekawych materiałów, z których informacje staram się sobie przyswoić. Jestem wnuczką Henryka i Janiny, córką Zbigniewa i Marii. Wychowano mnie w duchu ogromnego szacunku dla lotnictwa i dokonań przodków, ale moja droga życiowa i zawodowa na razie nie wiąże się z lotnictwem, choć samoloty uwielbiam i chciałabym kiedyś nauczyć się pilotować. Interesuję się bardzo historią, od najmłodszych lat i oczywiście trudno by nie fascynowała mnie historia rodziny. Staram się zrekonstruować historię jak największej ilości osób z rodziny, nie tylko Braci Działowskich, na których temat jest wiele informacji, ale też ich rodziców, rodzeństwa i ich małżonków, ich dzieci i wnuków, nierzadko rozsianych po świecie. To fascynujące zajęcie - najpierw znam tylko imię osoby, o której tradycyjnymi metodami nie da się znaleźć żadnych informacji, a po kilku tygodniach poszukiwań odkrywam fascynujący życiorys. Jeśli mogłabym jakoś pomóc w organizacji obchodów (może np. coś napisać, albo udostępnić informacje), to chętnie to zrobię. Będę szczęśliwa mogąc też choćby porozmawiać z osobami, których fascynują Bracia i mieleckie lotnictwo, którzy pamiętają czasy, których ja pamiętać nie mogę. Rzeczywiście to dobry moment jeśli chodzi o upamiętnianie Braci Działowskich, nie tylko ze względu na okrągłą rocznicę, ale też dlatego, że jeszcze jest możliwość dopytania o pewne rzeczy żyjących świadków ich historii - ale możliwe, że to już ostatnia chwila. Żyje jeszcze Bogusław, syn Stanisława, z którym staram się rozmawiać jak najczęściej i korzystać z jego wciąż bardzo wyraźnych wspomnień.

    Trudno mi powiedzieć, czy w Mielcu ktoś stara się zapomnieć o moich przodkach, mimo że odwiedzam miasto, to w nim nie mieszkam od dekady. W domu moich Rodziców ich pamięć jest żywa i kultywowana, więc może nie dostrzegam niedociągnięć, które Pan widzi. Święta spędzamy wspominając rodzinne historie, a w domu wisi duży model DKD-IV.

    W ciągu ostatnich lat wydano w Mielcu doskonałą monografię na temat ojca Braci, Walentego. Książka była prezentowana na spotkaniu z autorem, w Pałacyku Oborskich, w którym uczestniczyłam wraz z śp. Mieczysławem i innymi członkami rodziny. Pomimo, że prapradziadek Walenty i jego żona Stefania z domu Sobieska to postaci fascynujące, to uważam, że gdyby nie byli rodzicami Stanisława i Mieczysława to byłyby mniejsze szanse na to, by ktoś się zainteresował akurat nimi.

    Podczas mojej ostatniej wizyty w Mielcu zaskoczył mnie nowopowstały mural przy ulicy Szafera, który przedstawia braci Działowskich i jedną z ich konstrukcji w tle. Mural powstał z inicjatywy całkiem młodych ludzi, niespokrewnionych z rodziną. To świadczy o tym, że mieli dość informacji by dać się porwać ich historią - może czytali Pana książkę? Mural powstał na podstawie czarno-białych zdjęć Braci, wygląda bardzo dobrze i, co mnie bardzo cieszy, wandale trzymają się od niego z daleka. Zawiera jednak ciekawą pomyłkę, która wynika z tego, że artyści korzystali z czarno-białych zdjęć. Stanisław ma na muralu brązowe oczy, podczas gdy naprawdę miał jasne, szaro-błękitne. To ciekawy przykład różnicy między historią żywą, a papierową.

    Będzie mi miło korespondować z Panem prywatnie, proszę o jakiś "namiar".

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo będzie miło jeśli prywatnie podejmiemy kontakt.Podaję w tym celu swój mail, gdzie podam dokładniejsze namiary. teofillenartowicz@wp.pl
      Zależy mi też na wymianie informacji w celach historycznych.

      Usuń