czwartek, 31 lipca 2014

Lipcowe pisanie


Lipcowe pisanie.

            Kłopoty, a szczególnie zdrowie skutkują tym, że mniej mamy czasu, aby podejść do komputera i zapisać to i owo. Tak było i w moim wypadku i stąd wzięła się owa zwłoka, choć tematów do zapisania nagromadziło się sporo. W pierwszym rzędzie pragnę złożyć życzenia wiele lat zdrowia i następnego 60-lecia kapłaństwa Ojcu Dominikowi Orczykowskiemu. Naszemu wspaniałemu kapelanowi lotników życzę wiele spotkań w klubie lotników „Loteczka”, gdzie dowoli mogłem cieszyć się tryskającą humorem rozmową z nim. 60-lecie kapłaństwa Ojciec Dominik obchodził w czerwcu br. więc życzenia są spóźnione za co przepraszam.


            Gratulacje należą się także działaczom Towarzystwa Miłośników Ziemi Mieleckiej, którzy za swą działalność odznaczeni zostali Złotymi, Srebrnymi i Brązowymi Krzyżami Zasługi. Uroczystość wręczenia odbyła się w czerwcu w Rzeszowie na wniosek Wojewody Podkarpackiego. W szczególności gratulacje kieruję do pana Zbigniewa Wicherskiego, który będąc administratorem strony internetowej TMZM i kilku innych wkłada wiele wysiłku, czasu i poświęcenia za publikowane na stronach WWW teksty, zdjęcia i filmy. Taka praca wymaga wiele wysiłku i czasu, a stąd gdybym mógł wnioskować, przyznałbym panu Wicherskiemu Złoty Krzyż Zasługi.   
            Czerwiec był miesiącem, w którym kilka tygodni spędziłem w swoim rodzinnym Mielcu, gdzie spędziłem większą część swojego życia. Mielec jest moją Małą Ojczyzną i stąd ciągnie mnie do niego  nieustannie. Nic w tym dziwnego, gdyż stamtąd pochodzą moje rodzinne korzenie, tam pozostaje moja rodzina, młodość, najlepsi koledzy, a co najważniejsze pozostają wspomnienia całego życia. Lato jest czasem, kiedy moje stare kości pozwalają na wyjazd samochodem w odległą trasę z Wrocławia do Mielca. W prawdzie nie obyło się bez kłopotów, gdyż przysnąwszy na autostradzie A 4 otarłem się o bandę i uszkodziłem samochód, jednak dzięki Bogu tak ja, jak i żona nie odnieśliśmy uszczerbku na zdrowiu.  Incydent zakończony został jedynie 800 zł wydatkiem na remont nadwozia samochodu.
            Zawsze z wielkim zainteresowaniem odwiedzam Mielec i często miasto mnie zadziwia. Oglądam i obserwuję domy, ulice, mieszkańców i porównuję do stanu kiedy opuszczałem Mielec przed prawie 30 laty. Jestem zaskoczony, bo pomimo ogromnej plajty, jaką zrobił przed laty przemysł lotniczy, miasto pięknieje. Ulice, domy, zieleńce zadbane. Nie widać zaniedbań jakie widoczne są w innych miastach. Mieszkańcy chodzą ładnie ubrani. W sklepach uwijają się kupujący i chociaż w rozmowach z ludźmi słyszy się o pogłębiającej biedzie, to na ulicach biedy nie widać. To co zaskakuje i dobrze świadczy o przyszłości mieszkańców, to dużo młodzieży i dzieci. Porównanie z Wrocławiem wypada na korzyść Mielca. Już dawno nie widziałem na ulicach tyle matek z dziećmi i kobiet w ciąży co w Mielcu. Brawo Mielczanie wyludnienie Wam nie grozi.
            Odwiedziłem rodzinę i odbyłem kilka spotkań z kolegami z pracy. Niestety jest ich już coraz mniej. Odwiedziny kolegów odbywają się często w szpitalu, a najczęściej na cmentarzu. Z żyjących weteranów lotniczego przemysłu i kolegów z lat młodości pozostają tylko szczątki. Tak odbywa się przemijanie. Wchodzą następne pokolenia. Smutne spotkanie na cmentarzu odbyłem z Bogusławem Mrozkiem przy jego grobowcu. Ten wspaniały człowiek zginął śmiercią lotnika, a jeszcze w ubiegłym roku spotkałem go na zjeździe pilotów doświadczalnych w Świdniku. To niesprawiedliwe, gdy śmierć zabiera nam najlepszych ludzi. 



Do takich zaliczam swojego kolegę z lat młodości Czesława Bukowego. Odszedł do Krainy Wieczności także w czerwcu br. Ten wspaniały pełen życia człowiek był ostatnim żyjącym zakładnikiem, który pojmany przez Niemców 70 lat temu 1 sierpnia 1944 roku w Przecławiu miał zostać zgładzony, a jedynie cudem uniknął śmierci. Pamiętam to wydarzenie, bo zginął wówczas z rąk Niemców mój Ojciec. Nie będę już miał codziennych telefonów z humorem opowiadanych przez niego wierszyków i komentarzy. Żegnaj mój Drogi Przyjacielu.   
            Odległość Wrocławia od Mielca jest przeszkodą w kontaktach z Klubem Miłośników Lotnictwa w Mielcu, którego jestem członkiem. Wprawdzie czas od czasu pan Zbigniew Wicherski przysyła mi zawiadomienia o różnych wydarzeniach, ale często dowiaduję się o nich po ich odbyciu. Chciałbym opłacić składkę członkowską i coś więcej wiedzieć o działalności Klubu. Rozpoznawany w klubie „Loteczka” jako Mielczanin dostaję, często zapytanie o Mielec. Tak było w wypadku przyznanego przez Mielec „Wyróżnienia Dedal” przyznanego za wybitne osiągnięcia lotnicze. Statuetkę Wyróżnienia Dedal wręczono zasłużonym dla Mielca na wyjazdowym spotkaniu w Baranowie Sandomierskim 24 czerwca. Problem w tym, że wysłuchałem protest osób, które o tej samej nazwie otrzymali nagrodę przyznawaną od 10 lat decyzją kapituły przy Radzie Seniorów Lotnictwa Aeroklubu Polskiego za wybitne lotnicze osiągnięcia konstruktorskie. Osoby obdarowane tą prestiżową nagrodą zarzucają Mielcowi plagiat. Wprawdzie pan dr hab. Włodzimierz Adamski przysłał mi obszerne wyjaśnienie, że nastąpiło nieporozumienie, ale nie odezwali się autorzy nagrody. Mam jednak nadzieję, że sprawa zostanie pomyślnie rozwiązana ku zadowoleniu wszystkich obdarowanych tą prestiżową nagrodą.
            Lato, obowiązki i choroby przemijają. Żyje się wspomnieniami z przeszłości, ale także przyszłością. Do tej należy powrót do zdrowia żony po operacji bajpasów, ale po cichutku liczę na następny wyjazd do Mielca z okazji IV Spotkania Pokoleń w sierpniu br.
            Obecny nadchodzący 1 sierpień jest miesiącem tragicznej 70 rocznicy śmierci mojego Ojca zamordowanego w Przecławiu obok Mielca przez hitlerowskich zbirów. Zbiegło się to z rocznicą Powstania Warszawskiego i dlatego ta rocznica jest w moim życiu tak ważnym tragicznym wydarzeniem. Biegnie mi już 87 rok życia i nawiedzają mnie refleksje. Czy jeszcze zdążę coś nie coś tutaj zapisać?
Teofil Lenartowicz
Wrocław, 31 lipca 2014
           
      

niedziela, 18 maja 2014

Dlaczego kocham piosenki?

Dlaczego kocham piosenki?
           
            Postawiłem sobie takie pytanie, aby odpowiedzieć dlaczego w moim życiu śpiew piosenek odegrał tak ważną rolę. Jakie były przyczyny i co się na to złożyło. Dzisiaj u schyłku życia odnoszę wrażenie, że to właśnie śpiewane pieśni ukształtowały mój charakter, świadomość rzeczywistości, stosunek do życia, a nawet pewną formę patriotyzmu.

             Za nim jednak zacznę odpowiadać na pytanie, przytoczę fragment piosenki, którą od dzieciństwa często śpiewałem i która oddaje uczucia skierowane przez pieśń do człowieka. Nie wiem kto napisał tą piosenkę znaną od dzieciństwa. Wiem natomiast, że melodię i słowa znane mi są od zawsze. Nawet w myślach podświadomie często śpiewam tę piosenkę, a słowa jej brzmią.

                 Z piosenką jest mi wesoło,

                 Więc śpiewam ją zawsze rad.

                 Gdy słyszysz pieśń rozchmurz czoło

                 I śpiewaj czyś mi brat czy też swat.

                        Refren:

                            Pieśni tyś moje wesele,

                            Pieśni tyś moja moc

                            Z piosenką jest mi wesoło,

                           Więc śpiewam piosnkę w dzień, śpiewam w noc.

                 Piosenka umila robotę

                 Piosenka tuli do snu.

                 Do życia daje ochotę,

                 Więc śpiewam ile starczy mi tchu.

                        Refren:

                            Pieśni tyś moje wesele,

                            Pieśni tyś moja moc

                            Z piosenką jest mi wesoło,

                           Więc śpiewam piosnkę w dzień, śpiewam w noc.

            Nie potrafię zapisać melodii, bo nigdy nie miałem okazji nauczyć się nut. Same słowa piosenki mówią bardzo dużo, ale to nie wszystko, co chciałem powiedzieć jakie znaczenie miały w moim życiu.

            Początek mojego życia datuje się od lat 20-tych minionego wieku, a dzieciństwo wypadło przed wybuchem wojny w Katowicach. Rodzice nie byli Ślązakami, więc posyłali mnie do polskiej szkoły im. Józefa Piłsudskiego. Tak w szkole, jak i w domu panował patriotyczny duch wyrażający się mnogością śpiewanych piosenek legionowych i z okresu powstań. Z tych pieśni przebijała tęsknota za wolnością z okresu zaborów, jak i radość z niepodległości 1918 roku. Były to pieśni wyciskające łzy i powodujące wzruszenie, co pozostało mi po dzisiejszy dzień. Takie same wrażenie odnosiłem patrząc z okna domu na parady wojskowe z okazji Święta 3 Maja i Święta Niepodległości 11 Listopada. Pamiętam także obraz do którego się modliłem, który na pamiątkę wziąłem z rodzinnego domu. Przytoczę modlitwę, którą najczęściej w chwilach zagrożenia wymawiałem.

            Aniele Boży, stróżu mój,

            Ty zawsze wiernie przy mnie stój.

            Rano, wieczór, we dnie, w nocy

            Bądź mi zawsze do pomocy.

            Po tej modlitwie jakoś spokojniej mi się zasypiało. Zagrożenie oddalało się, co pozwalało przetrwać późniejsze trudne chwile. Okres wybuchu II Wojny Światowej i niemiecka okupacja wypadł, gdy Ojciec po chorobie poszedł na rentę i wyjechaliśmy w rodzinne strony Ojca, do miasteczka Przecław. Tam, w pobliżu Mielca, obozu koncentracyjnego w Pustkowie i wyrzutni rakiet w Bliźnie doznałem ciężkich doświadczeń życiowych wynikłych z utraty niepodległości. Śmierć zamordowanego przez Niemców Ojca, wraz z widokiem wylewającego się z jego głowy mózgu stoi mi przed oczami po dziś dzień. Stoi mi przed oczami wiele innych makabrycznych scen. Ciężka praca, ucieczki przed wywózką do Niemiec i ciągłe zagrożenie powodowały, że śpiewana piosenka była jedyną radością jaką można było doznać. Śpiewałem je często sam półgłosem doznając uspokojenia w chwilach niepokoju i obaw. Płynęła z tych pieśni jakaś dziwna nadzieja, że wkrótce to się wszystko skończy i nadejdzie lepszy świat.


            Miałem 16 lat, kiedy pod koniec okupacji niemieckiej wraz innymi chłopcami dostałem się pod wpływy nauczycielki Janiny Saylhuber prowadzącej z młodzieżą chór. Nauczycielka ta wyrzucona przez okupanta z rodzinnej miejscowości osiadła w Przecławiu i zaskarbiła sobie natychmiast zaufanie młodzieży. Posiadała niezmierny dar i talent w nawiązywaniu kontaktów z młodzieżą. Zaowocowało to ogromną obopólną miłością młodzieży z nauczycielką i odwrotnie. Garnęli się do niej nie tylko młodzi, ale także starsi chłopcy i dziewczęta. Zorganizowała próby chóru, a ponieważ wielu starszych chłopców śpiewało w chórze przed wojną, a także nauczycielka była wymagająca, powstał chór męski na 4 głosy i mieszany. Śpiewaliśmy najróżniejsze pieśni kościelne i świeckie. 
Powyżej nasz chór, a ja jestem pierwszy od prawej za Janiną Saylhuber. 
Kiedy pod koniec 1944 roku zaczęliśmy śpiewać piosenki z powstania warszawskiego, to nie wszyscy dokładnie wiedzieli co się tam wydarzyło. Były to piękne pieśni i śpiewaliśmy ich całą moc. Do dzisiaj wzbudza we mnie wzruszenie śpiewając pieśń „dziś do ciebie przyjść nie mogę, zaraz będzie szary zmrok”, czy „Hej chłopcy bagnet  na broń”. Byliśmy przez 5 miesięcy w strefie przyfrontowej, po stronie tzw. wyzwolonej Polski. Pieśni te i spotkania u nauczycielki były jedyną radością w tym trudnym powojennym okresie. Kiedy zaczął się okres prześladowania patriotycznych treści, zaczęto zabraniać spotkań młodzieży u  nauczycielki. Wezwania na UB i pogróżki były na porządku dziennym.

Pamiętam jak pojechaliśmy z chórem na występ z okazji jakiejś uroczystości, gdzie było dużo zaproszonych gości. Miała chórem dyrygować Saylhuber, ale została zamknięta przez UB w Mielcu. Postawiliśmy wówczas warunek, że zaśpiewamy jak ona będzie dyrygować. Utworzyła się patowa sytuacja, uroczystość, zaproszeni goście i nieśpiewający chór. Konflikt zażegnał poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Burdzy, gdyż zadzwonił na UB i przedstawił sytuację. W trybie ekspresowym przywieziono Saylhuber i występ się odbył. Poseł Burdzy przedstawił po występie nauczycielce ultimatum Urzędu Bezpieczeństwa, albo natychmiast opuści Przecław i wyjedzie, albo kryminał. Wiadomo czym to się mogło skończyć i Saylhuber opuściła Przecław. Miała zakaz nawet przyjeżdżania do Przecławia. Wyjechała początkowo do Krakowa, a następnie zamieszkała w pobliżu Przecławia, gdzie w miejscowej szkole uczyła jako nauczycielka. Nie udało się jednam zniszczyć  miłości młodzieży do nauczycielki i odwrotnie. Młodzież kochała swoją nauczycielkę, a miłość uwidaczniana była częstymi wizytami u niej po wygnaniu z Przecławia.

Całą mnogość wszystkich pieśni posiadam w swojej pamięci. Kiedy w młodzieńczych latach gdziekolwiek szedłem i byłem z kolegami, to przy każdej okazji odbywał się śpiew. Jeśli mnie nie było w domu, a Mama chciała wiedzieć gdzie jestem, to wystarczyło otworzyć okno i tam gdzie był śpiew, to znaczyło że ja jestem. Później okazji na śpiewanie było coraz mniej. 
Poniżej zdjęcia z przecławską młodzieżą. 




Przewijają mi się w myślach sylwetki znanych mi kolegów, którzy tak umiłowali śpiewać, że nie mogli zaprzestać. Mam na myśli rodzinę Wątróbskich z Przecławia, z których ojciec, 2 synów i córka ukochali śpiew. Przez długie lata Bronisław Wątróbski i Maksymilian śpiewali w mieleckim chórze „Melodia”. Bronisław na każdą próbę chóru dojeżdżał z Przecławia do Mielca. Wiedzieli jak bardzo kocham śpiewać i namawiali mnie, ale bez skutku. Nie dało rady. Miałem wielomiesięczne delegacje zagraniczne trwające nawet do 2 lat, oraz ciągłe wyjazdy na delegacje w kraju. Nie udało mi się to, co tak bardzo kochałem.

Nie tak dawno natchnąłem się w Internecie na film z okazji uroczystości 80-lecia mieleckiego chóru „Melodia”. Z rozrzewnieniem oglądałem uczestników tego chóru i rówieśników zmarłych nie dawno Bronisława i Maksymiliana Wątróbskich. Wspaniale, że mogłem przynajmniej w ten sposób obejrzeć i posłuchać ich pieśni. Wydaje mi się aż dziwne, że pieśni potrafią dać tyle radości, wzruszeń i pomocy w przetrwaniu trudnych chwil.

Teofil Lenartowicz

Wrocław, dnia 18 maja 2014

    







piątek, 9 maja 2014

25 roczznica wyborów kontraktowych 4 czerwca 1989 roku

25-lecie kontraktowych wyborów 4 czerwca 1989.

            Z okazji nadchodzącej w czerwcu br. 25 rocznicy, jak się mówiło kontraktowych wyborów, nawiedza mnie sporo refleksji związanych z owym wydarzeniem. Jestem starym człowiekiem i stąd doskonale pamiętam tamto wydarzenie. Pamiętam nie tylko tamto wydarzenie, ale także czasy przed II Wojną Światową, oraz hitlerowski i sowiecki totalitaryzm. Pamięć mnie nie myli i doskonale pamiętam z jakim entuzjazmem szło się do tych wyborów, chociaż nie były one w pełni wolne. Pamiętam nazwiska ludzi z Solidarności, Komitetu Obrony Robotników (KOR), Gazetę Wyborczą która z tej okazji powstała, Tygodnik Powszechny i Tygodnik Solidarność. Mogę dzisiaj śmiało powiedzieć, że to właśnie dzięki tym ludziom i tym publikacjom prasowym zawdzięczamy obalenie panującego wówczas systemu przemocy i zła. To praca ludzi KOR, przywódców Solidarności, jej prasy i Kościoła przyczyniła się do wygrania wyborów, a w efekcie obalenie panującego totalitaryzmu. Wiemy, że panująca wówczas władza robiła wszystko, żeby zniszczyć tak owych ludzi, jak i nie kontrolowaną przez siebie prasę. Pamiętam i podziwiam ludzi KOR siedzących w więzieniach i nie dających się złamać wśród nich Michnik i Kuroń. Wiemy do jakich morderstw posuwała się komunistyczna władza. Przypomnieć tu należy zamordowanie ks. Jerzego Popiełuszko i zamach na naszego papieża Jana Pawła II. Pamiętam że władza robiła wszystko, aby rozsadzić od wewnątrz Solidarność, a następnie ją zniszczyć. To mądrość tamtych ludzi KOR, przywódców Solidarności z Wałęsą włącznie spowodowała, że społeczeństwo nie pozwoliło się zniszczyć i Polska tamte wybory wygrała. My, całe społeczeństwo wygraliśmy tamte kontraktowe wybory dzięki tym właśnie ludziom i tej prasie. Faktem tym zaskoczona została sama władza komunistyczna. Zaskoczony został cały świat, albowiem w bezkrwawy sposób pozbyliśmy się znienawidzonego systemu. Okrągły Stół był uwieńczeniem owego zwycięstwa, co można by uznać za światowy fenomen. Lawina potoczyła się dalej, bo zaczęły się rozpadać jak grzyby po deszczu totalitaryzmu innych państw. Takie są niezaprzeczalne fakty.
            Dzisiaj z okazji tej rocznicy nawiedza mnie następujące pytanie. Jaka pamięć pozostała po tym wydarzeniu? Kiedy czytam różne artykuły prasowe, wypowiedzi polityków, zdania różnych ludzi, opinie internetowe i zasypywany jestem nawałem sprzecznych informacji zastanawiam się co nam z tego zostało. W głowie mam chaos i doznaję mętliku. Dowiaduję się o zdradzie przywódców okrągłego stołu. O wyprowadzenie narodu popularnie mówiąc w pole, o międzynarodowym spisku żydowskim, o sprzeniewierzenie polskich interesów na rzecz obcego kapitału i wiele innych ciężkich przestępstw za które obecny rząd i poprzednie powinno się postawić przed trybunał stanu i ukarać za zdradę ojczyzny. Zastanawiam się z jakiego źródła i w jakim celu rozsiewane są podobne oszczerstwa. Rozsiewane z lewej i prawej strony wprowadzają w opinii publicznej niesamowity mętlik. Zastanawiam się komu zależy, aby te bzdury rozpowszechniać i dochodzę do następujących wniosków.
            Zależy na tym wrogom naszej Ojczyzny. Jeśli dzisiaj po 25 latach wolności zrobimy bilans naszych dokonań, to odpowiedź wyłania się sama. Po prostu nasi wrogowie nie mogą nam wybaczyć, że to dzięki oparciu o kulturę zachodu i 10-letnią przynależność do UE wyszliśmy z kłopotów na prostą. Nie mogą nas zniewalać i wyzyskiwać. Musieliśmy przecież będąc w ich rękach umacniać potęgę Związku Radzieckiego. Pamiętamy przecież, że cały nasz potencjał gospodarczy i krajów Europy Wschodniej w Radzie Wzajemnej Pomocy Gospodarczej RWPG nastawiony był wyłącznie na umacnianie ich potęgi. Nasz interes Polski nie liczył się. Nie łatwo było im pogodzić się, że to wydarzenia w Polsce przyczyniły się do rozpadu Związku Radzieckiego. Wszystko co robili to sprzeciwianie się naszym dążeniom, a obecnie bezpardonowo hamują proces zjednoczenia Polski z Europą zachodnią.
            Widzimy dzisiaj na przykładzie Ukrainy jak perfidnie działa Rosja, aby nie wypuścić jej spod własnej strefy wpływów. W podobny sposób działali i dalej działają w stosunku do Polski i całego Zachodu. Wprowadzając do głów Polaków najprzeróżniejsze brednie osłabiają Polskę w integracji  z UE, Europą i NATO. Niejeden Polak nasłuchawszy się tych bredni nie pójdzie do wyborów, pluje na władzę, a o to im przecież chodzi. Repertuar różnych bzdurnych faktów jest ogromny. Podpiera się je jakimś rzekomym autorytetem  i niech leci w świat. Inni powtarzają, często nawet w dobrej wierze, nie zastanawiając nad intencją. Osłabiając nas przez wprowadzanie w głowach mętliku osiągają własne cele ułatwiające im ponowną kontrolę nad nami.
            Warto zdać sobie sprawę, że Rosja na cele dywersji wydaje ogromną część swojego dochodu narodowego. Na tego typu dywersyjną propagandę pieniądze trafiają wszędzie, także do Polski. Pieniądz nie śmierdzi, więc jak uważają można za nie kupić wszystko, nawet polityka, a jak się uda to całą partię. Ale intencje często wynikają nie tylko z chęci zysku. Wynikają także z przerostu własnych ambicji. Kiedyś usłyszałem z ust pewnego duchownego, że naszą narodową cechą jest ochlapać błotem każdy autorytet, aby tylko być ponad nim. Jakże trafna jest to opinia i jak bardzo na rękę naszym wrogom.
            Dzisiaj w przededniu 25-lecia tamtych kontraktowych wyborów nawiedzają mnie refleksje jak wyżej opisałem. Zdaję sobie sprawę, że wielu czytających nie zgodzi się ze mną. Jednak ci co się nie zgodzą, niech się dobrze zastanowią i zrobią uczciwy bilans dokonań Polski od 10 lat przynależności Polski do UE i 25 lat wyborów w czerwcu 1989 roku. Weźmy przy tym pod uwagę, że Polska nie jest pępkiem świata i dlatego musimy liczyć się z właściwymi relacjami. Wspólnota europejskich krajów jest zlepkiem wielu krzyżujących się interesów i musimy prowadzić tak politykę, aby nasze narodowe dążenia były właściwie rozumiane. Nic na pewno nie wywalczymy krzykiem, ani obrażaniem się.
            Popatrzmy na ostatnie 25-lecie Polski nie korzystając z żadnych podrzucanych nam przez różne partie okularów i rzućmy okiem na dzisiejsze miasta i wszystko co nas otacza. Widzimy, że wszystko kwitnie. Miasta wypiękniały, powstały autostrady, sklepy nie świecą pustkami. Kiedy jadę do swego  rodzinnego miasta Mielca nie poznaję jak bardzo zmienia się na korzyść. Na jego przykładzie dokładnie widać dokonane zmiany. Mielec mimo utraty lotniczej potęgi wykorzystał swoją szansę. Mimo, że odwrócili się od mieleckich samolotów Rosjanie Mielec nie upadł, lecz żyje. Powstał nowy przemysł w Specjalnej Strefie Ekonomicznej (SSE), który intensywnie się rozwija.
            Dostrzegam wiele mankamentów, które nas gnębią i które należy usunąć, jednak nie niszczmy dotychczasowych dokonań jakby chcieli nasi wrogowie. Poprawiajmy co jest złe i wyznaczajmy drogę następnym pokoleniom. Dajmy młodym rzetelną ocenę faktów i przyświecajmy im w dążeniu budowania bezpiecznej i sprawiedliwej Polski.
Teofil Lenartowicz
Wrocław, 9 maja 2014