poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Przecławskie wspomnienia


Dzisiejszy Przecław

Kiedy obecnie przyjeżdżam do Przecławia, nie poznaję go. Tak bardzo zmienił się przez minione 80 lat. Miałem 10 lat gdy w 1938 roku rodzice przyjechali z Katowic i zamieszkali w Przecławiu, z którego pochodził Ojciec. Z Przecławiem związana została moja młodość, genealogia rodzinna oraz dobre i złe wspomnienia. To stąd Ziemia Mielecka na której leży Przecław stała się moją Małą Ojczyzną. Mam przedstawiony Przecław w swojej książce pt. „Żyłem jak umiałem” widziany okiem z lat mojej młodości.

 Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Przecław, nie miał on utraconych wcześniej praw miejskich. Nie było energii elektrycznej, a z tym radia, telewizji i telefonów. Nie było również gazu, kanalizacji, ulic, lecznictwa, a wszędzie panowało takie błoto, że wyjście z domu narażone było na utratę obuwia. Przecławianie utrzymywali się z małych poletek gruntu, oraz murarstwa dzięki któremu mogli nieco lepiej egzystować niż mieszkańcy okolicznych wiosek. Kiedy wybuchła wojna było bardzo źle.

Dzisiaj zadziwia mnie jak bardzo się zmieniło. Chodząc po Przecławiu odnajduję dawne miejsca i wspominam związane z nimi wydarzenia. Jednym z ważniejszych wydarzeń był zawsze odpust w święto Matki Boskiej Zielnej 15 sierpnia. Czekały na to dzieci, młodzież i dorośli. Był to zawsze dzień dożynek, na którym święcone były w kościele bogato strojne wieńce. Rynek na poboczach zapełniony był kramami, a na środku stała karuzela napędzana siłą mięśni. Na rynku stali wozacy, którymi z okolicznych wiosek strojni w ubiory regionalne przybywali z wieńcami wieśniacy. Nie widać obecnie beczek pełnych kiszonych ogórków, ale wówczas było ich sporo. Na kramach pełno było słodyczy, serc, całusków, warkoczy i pierników. Dzieci miały podobny ubaw jak dzisiaj. Hałas z pukawek i innych zabawek istniał taki sam.
Rynek w Przecławiu


Jak wyżej
Wybrukowany na rynku herb miasta

Figura świętego Jana Nepomucena została przeniesiona z nad Wisłoki w 1904 roku, aby strzec mieszkańców przed zagrożeniami, nie tylko powodziami, lecz wszystkimi innymi. Z tego miejsca dużo widział. Między innymi ustawionymi do rozstrzelania prze Niemców 50 Przecławian i cudem uratowanych 
Mieszkańcy chętnie spędzają wolny czas na rynku
A oto kramy w Zielną 2019

Jak wyżej

Jak wyżej

W tym wysokim budynku za moich czasów był posterunek Milicji Obywatelskiej. wówczas nieco inaczej wyglądał, gdyż został przebudowany

Piętrowy budynek był własnością Adama Wątróbskiego, którego synowie Zbyszek i Dziunek byli moimi kolegami.

Kramy w Zielną 2019

Jak wyżej

Dom 3-ci i 4-ty to budynki w których mieszkał Alojzy Popiel z rodziną. Oddzielony był wspólną sienią z Moskalką, której syna wraz z żoną Popiela uprowadził podczas napaści w 1946 roku Jak Stefko będący volksdeutschem i komisarzem gminnym nadanym przez Niemców po ich napaści na Polskę 

Ściana południowa przecławskiego rynku

Ściana zachodnia rynku

Obelisk na którym zamiast mało znaczącego napisu powinni być wymienieni z nazwiska bohaterowie walczący z okupantem niemieckim. Był nim dowódca oddziału Armii Krajowej Aleksander Rusin i wszyscy pozostali pod jego dowództwem żołnierze.

Tabliczki prze obelisku z nazwami wiosek gminy Przecław

Jak wyżej


Kramy na tle byłej szkoły podstawowej, w której obecnie znajduje się giblioteka

Z tego domu wyszedł Alfred Langer - ożeniony z Przecławianką śpiewak opery wiedeńskiej. Zaręczył że ustawieni do rozstrzelania Przecławianie są niewinni. Wdzięczność za to powinniśmy składać także świętemu Janowi, bo być może i on szepnął do ucha niemieckiemu oficerowi, aby nie dawał rozkazu do rozstrzelania. Działo się to 1 sierpnia 1944 roku i tylko mój ojciec Stanisław Lenartowicz zginął wówczas od faszystowskiej kuli

W tym domu z lewej była po wojnie poczta w której pracowałem jako listonosz. Naczelnikiem poczty był Stanisław Sobota. Budynek ten przypomina mi także Stefana Szewca, który 2 razy dziennie przywoził i odwoził pocztę od pociągu. Współpracujący ze mną listonosz to wiele starszy Marian Ulanowicz

Budynek zniszczony po prawej, był własnością Wożniaków, gdzie była piekarnia z której wypiekano smaczny chleb
Miały w tą Zielną dzieciaki ubaw
Następnym wydarzeniem, którego byłem świadkiem, to kościółek świętego Bernardyna. 16 sierpnia odbyła się w tym historycznym kościółku msza święta. Przyjechałem, bo ciekaw byłem czy Przecławianie dochowują dawnej tradycji. Okazało się, że nawet więcej, bo dwa razy w roku odprawiana jest obecnie w nim msza święta, czyli 2 listopada i 16 sierpnia.

W XV wieku był to drewniany kościółek spełniający w XVI i XVII wieku rolę kaplicy w szpitalu dla ubogich. Panuje o tym kościółku następująca legenda:

Na długo przed rabacją, w Przecławiu stał kościół pod wezwaniem Bernardyna. Obraz z wizerunkiem świętego znajdował się w głównym ołtarzu. Pewnego razu, ktoś zaprószył ogień i kościół spłonął. Ocalał tylko zwinięty w rulon obraz z głównego ołtarza. Niedługo po pożarze mieszczanie zbudowali nowy kościół, kupili nowe obrazy, a nadpalony obraz świętego Bernardyna położyli na kościelnym strychu. Od tego czasu, miasta nawiedzały pożary. Przecław palił się całymi połaciami dwa razy do roku. Przerażeni mieszkańcy modlili się i składali ofiary w intencji odwrócenia klęski pożarów, ale nic nie pomagało. Wówczas to, znanym z pobożności dwóm braciom Muniakom, jednej nocy, przyśnił się ten sam sen. Pożary w Przecławiu ustaną, jeżeli święty Bernardyn powróci do głównego ołtarza. Bracia przystąpili do budowania kaplicy. Na ten cel przeznaczyli dochody z sadu, który tego roku szczególnie obrodził. Odkąd Bernardyn jest w ołtarzu głównym, pożary w miasteczku prawie się nie zdarzają. Na obrazie, wciąż widać opalony róg.

Kilka zdjęć z odbytej obecnie mszy świętej.


Wnętrze kościółka

Modlący się na zewnątrz kościółka Przecławianie

Jak wyżej

Wewnątrz kościółka

Modlący się na zewnątrz

Jak wyżej

Jak wyżej

Wychodzący po mszy Przecławianie

Wychodzący z kościółka

Jak wyżej

Opustoszałe wnętrze kościółka

Historia kościółka świętego Bernardyna
W niedzielę 18 sierpnia odbyły się w Przecławiu gminne dożynki. Nie mogłem sobie darować tej okazji i stąd przybyłem na uroczystość. W kościele odbyła się msza święta, a po niej cały świąteczny korowód przemaszerował ulicami Przecławia na zielone tereny obok Domu Kultury. Spędziłem tam kilka ładnych godzin i nie mogłem się nadziwić rozmachowi uroczystości, mieszkańcom i otaczającym terenem.
Dożynkowy pochód wyszedł spod kościoła na rynek

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

W pochodzie wzięły udział widoczne na zdjęciu władze miasta

Uroczystości dożynkowe odbyły się na zielonych terenach obok Domu Kultury

Jak wyżej

Wspaniałe wieńce wystawione przez sołectwa

Jak wyżej

Wspaniale przygotowana scena

Wieńce wystawione przez sołectwa

Jak wyżej

Pod trybuną siedzą zaproszeni goście i mieszkańcy Przecławia

Wspaniale zorganizowana impreza

Na okolicznych kramach sołectwa przygotowały mnóstwo smakołyków i napitków

Sołectwo Przecławia zaprezentowało sporo smakołyków

Czy ten wykonany z drewna zaprzęg konny nie jest piękny? Podziw budzi pomysłowość wykonania

Pogoda i słoneczko pięknie dopisały

Moment wręczania pani burmistrz Przecławia Renacie Siembab bochna chleba do podziału

Burmistrz Przecławia pani Renata Siembab z bochnem chleba

Jak wyżej

Posłanka Krystyna Skowrońska w swej wypowiedzi podziękowała za trud włożony przez mieszkańców gminy Przecław w tegorocznych zbiorach

Z prawej posłanka Krystyna Skowrońska, z lewej Elżbieta Augustyn Gruszka dyrektor Domu Kultury w Przecławiu -  prowadziła z podziwem całą uroczystość, a w końcowych słowach pożegnała się z publicznością oświadczając odejście z zajmowanego stanowiska 

Mieszkańcy gminy wspaniale się bawili, a największą radochę miały dzieci

Wspaniała orkiestra z Dobrynina dała publiczności piękny występ

Jak wyżej

Jak wyżej

Ta bidula podpierająca się kulą na tle dożynkowych wieńców, to autor załączonych zdjęć i tekstu

Każde z sołectw dało na scenie przygotowany występ

Był nawet taki zaprzęg konny

Towarzyszyła powyższemu wspaniała atmosfera i zabawa mieszkańców

Jeden z występów sołectw

Jak wyżej
Wyjechałem z podziwem ogromnego postępu jaki się dokonał od czasu mojej młodości, kiedy w tym miejscu na gminnym pastwisku kopałem z chłopakami szmaciankę, bo nie stać było nikogo na prawdziwą piłkę.
Nie zdziwiłem się, że zostałem rozpoznany tylko przez jedną osobę. Nie pasuję już do obecnej rzeczywistości. Starość na karku spowodowała, że poczułem się wśród tłumu jak dinozaur w parku egzotycznych zwierząt.
Teofil Lenartowicz
Mielec, dnia 27 sierpnia 2019

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Mieleckie wspomnienia


Mieleckie wspomnienia

Mam tych wspomnień taka wiele, a najwięcej kiedy jestem w Mielcu. One aż uwierają w głowie, aby je wyrzucić na zewnątrz. Najłatwiej byłoby, aby jakimś przewodem podobnym do USB czy HDMI połączyć mózg komputerem i dwoma kliknięciami kopiuj i wklej przelać je na twardy dysk. Dobrze jednak, że Stwórca nigdy na to nie pozwoli, bo głupota ludzka na pewno wykorzystała by ten fakt do swych niecnych czynów.

Najwięcej wspomnień odwiedza mnie kiedy spotykam się z kolegami i znajomymi, z którymi przez 30 lat na mieleckim lotnisku i wielu krajach świata dzieliłem trudy lotniczego fachu. Nie często mam takie spotkania, bo nie często bywam w Mielcu, ale ostatnio spotkałem się z kilkoma kolegami z którymi powspominaliśmy dawne dzieje. Opowiedziałem im swoje nieznane życiowe historie i pogawędziliśmy o tym i owym.
 Mirosław Mikołajczyk zwany przez nas Wojtkiem

Od prawej Jerzy Pietrzak - pilot doświadczalny, Franciszek Drozdowski - pilot doświadczalny, Franciszek Kaszuba - mechanik pokładowy, Jerzy Łukasik - mechanik

Józef Duszkiewicz - mechanik pokładowy ZUA


Koledzy z którymi ostatnio spotkałem się w Mielcu. Od lewej Władysław Florek, Józef Ciężadło, Jan Misiek, Jerzy Łukasik, Franciszek Kaszuba, Franciszek Drozdowski, Jerzy Pietrzak, Józef Duszkiewicz, Mirosław Mikołajczyk.

Władysław Florek, Józef Ciężadło, Jan Misiek, Jerzy Łukasik, Franciszek Kaszuba. Robiłem powyższe zdjęcia, więc mnie na nich nie ma


Kiedy patrzę na ich obecne zniszczone twarze, staram się dostrzec ich młodzieńczą werwę z jaką wykonywali lotniczy trud. Widząc „Wojtka” Mikołajczyka i Frania Kaszubę przypomina mi się nie tylko praca na lotnisku w Mielcu, ale także w Sudanie  w bazie Turabi, gdzie w agrolotnictwie niszczyliśmy szkodniki na plantacjach bawełny. Przeżyliśmy tam niebezpieczną, humorystyczną, ale szczęśliwie zakończoną przygodę. Władziu Florek przypomina mi pracę w Serwisie, załatwianie reklamacji lotniczych w jednostkach wojskowych, Reklamacje w Rumunii, Przekazywanie samolotów AN-2 Rosjanom we Lwowie. Franiu Drozdowski – późniejszy pilot doświadczalny przypomina mi pracę na tzw. Tajwanie, gdzie dzieliliśmy trudy uruchamiania radiolokacyjnego urządzenia RP-5 na samolotach Lim 5P. Jurek Pietrzak – wspaniały pilot to też osobna legenda lotnicza. Józiu Ciężadło - pracował wspólnie z Jozefem Misiaczkiem w sekcji prób w locie pod kierownictwem inż. Kuca. Przeprowadzali próby na wszystkich przekazywanych do prób samolotach. Następny to Jasiu Misiek – spokojny rozważny człowiek, obsługiwał uzbrojenie samolotów wojskowych, czyli działka i fotele katapultowe. Józiu Duszkiewicz to Aeroklub Mielecki i ZUA skąd ma wiele wspomnień. Jurek Łukasik – przypomina mi pracę w Serwisie skąd odszedłem na emeryturę.

Z innego spotkania pilot Zygmunt Osak przypomniał mi zmarłego Zbyszka Durę, z którym przez 10 lat razem Olkiem Wójcikiem kierowaliśmy na Wydziale 57 Start pracami ERNO i mechanikami. Przez cały rok ze Zbyszkiem Durą byłem w Indonezji, gdzie uruchamialiśmy dostarczone im przez Polskę samoloty Lim5P. Zbyszek zmarł wiele lat temu, a ja Osakowi zawdzięczam rozmowę telefoniczną z Andrzejem Durą – synem Zbyszka.

Mam i inne późniejsze wspomnienia, kiedy zetknąłem się z dr hab. Włodzimierzem Adamskim. We wrocławskim klubie Loteczka wystąpił kiedyś z ciekawą prelekcją. Zadziwił sposobem przedstawienia trudnych zagadnień lotniczych. To człowiek bardzo zasłużony naukowo, a mało ceniony w Mielcu. Jego zagraniczne wystąpienia i nagrody w kraju i za granicą nie wszystkim są tu znane. Proponuję zapoznać się z informacją o nim i jego ostatnio dołączonymi do szerokiej kolekcji nagród wyróżnieniami, klikając poniżej na link.
https://drive.google.com/drive/folders/1Mtav-0RRkt9u7ZxkhgOuFaPmOTsxxM6p?usp=sharing 

Czy staremu człowiekowi potrzebne są wspomnienia? Czy mają jakiś sens? W moim wypadku dopingują do dalszych działań.

Teofil Lenartowicz
Mielec, dnia 19 sierpnia 2019

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

Mielec jest piękny, ale jego lotnicza historia jeszcze piękniejsza



Mielec jest piękny, ale jego lotnicza historia jeszcze piękniejsza
Mało znajdziemy na świecie miast, czy miejsc, które posiadają tak piękną lotniczą historię jak Mielec. 
Czyż nie jest to piękne, pouczające i zachęcające do działania, kiedy młody chłopiec zauroczony obiektem latającym poświęca swoje życie lotnictwu? Ucieka do obcego kraju, gdzie zdobywa pierwsze podstawy awiacji,  a następnie wraca wstępując do wojsk lotniczych w wyzwolonym od zaborców Kraju. Ściąga za sobą swego brata i wspólnie konstruują obiekty latające, budują je, następnie oblatują, stają się pilotami i zdobywają prestiżowe krajowe nagrody. Lotnicza krajowa prasa zachwyca się ich sukcesami. Rodzinne miasto Mielec czci swych bohaterów, rozbudzając w mieszkańcach lotniczą świadomość.
Mimo należytych środków finansowych zbudowali około 10-ciu udanych konstrukcji i tylko II Wojna Światowa przerwała ich passę. To dzięki nim decyzja zbudowania przemysłu lotniczego w powstającym Centralnym Okręgu Przemysłowym wypadła na Mielec, gdyż docenił ich działania płk Ludomił Rayski.
W mundurze płk Ludomił Rayski. Z dyplomem w ręku stoi Mieczysław Działowski
Decyzja nie mogła być inna, gdyż Mielec spełniał warunki co do miejsca lokalizacji. Zadecydowało zaangażowanie lotnicze władz miasta rozbudzone sukcesami dwu braci.


Stanisław i Mieczysław - Bracia Działowscy
To im Mielec zawdzięcza, że z zaściankowego 4 tysięcznego miasteczka Mielec stał się przemysłową potęgą lotniczą. Jeszcze przed II Wojną Światową zbudowano tam Polskie Zakłady Lotnicze, lotnisko, osiedle mieszkaniowe i odleciały stamtąd pierwsze samoloty PZL Łoś 37B. Po II Wojnie Światowej nastąpił dalszy rozwój i Mielec zachwycił ilością i  jakością odlatujących w świat samolotów.
Ci dwaj bracia to Stanisław i Mieczysław Działowski. Stanisław w czasie II Wojny Światowej dotarł z wojskiem do Wielkiej Brytanii, gdzie latając został w walce zestrzelony i zmarł z odniesionych ran.  Mieczysław przeżył wojnę i mieszkał w Mielcu, a za rządów komuny wyrzucony został z Aeroklubu, nie pozwolono mu latać, ani wstępować na lotnisko. Był przecież sanacyjnym wojskowym pilotem, a jego brat Stanisław walczył i zginął w obcym wrogim kraju. Dopiero Solidarność w 1981 roku przypomniała sobie o Braciach Działowskich i gazeta Głos Załogi zamieściła szeroki wywiad z Mieczysławem.
Wystawa awionetek Braci Działowskich w Poznaniu
Od tamtej pory i do dzisiaj o Działowskich zapomniano. Jedynie Aeroklub Mielecki przyjął nazwę Braci Działowskich i jedna szkoła przyjęła nazwę Stanisława Działowskiego. Pozostaje jednak pytanie, co dalej dzieje się z pamięcią o Działowskich?
W ubiegłym roku 2018 czciliśmy 100-lecie Niepodległości Polski, a w Mielcu ogłoszono obchody 80-lecia przemysłu lotniczego nie wspominając o Działowskich. Zbliżało się w ramach obchodów święta lotnictwa VIII Spotkanie Lotniczych Pokoleń Mielca. Była to wspaniała okazja, aby obchodzić 100-lecie lotnictwa w Mielcu. Niestety tego nie zrobiono. Pisałem i przypominałem organizatorom wcześniej, aby nie zmarnowali okazji dla uczczenia 100-lecia lotnictwa w Mielcu łącznie ze 100-leciem Niepodległości Polski. Jedynie co zrobił prezes TMZM Janusz Chojecki, to z mównicy na VIII Spotkaniu Pokoleń ogłosił, że zostanie rozważona moja propozycja.
Jestem starym Mielczaninem, ale nie mieszkam w Mielcu. Przyjechałem z Wrocławia na uroczystość 100-lecia Niepodległości Polski z nadzieją, że uświetnione zostanie 100-cie lotnictwa wspomnieniem o Braciach Działowskich. Niestety nie zrobiono tego. Ten sam Janusz Chojecki otwierając w mowie powitalnej uroczystość 11 listopada w Sali Królewskiej, ani słowem nie wyraził czci dla Działowskich, a tym samym 100-lecia mieleckiego lotnictwa.
Historia lotniczego Mielca jest taka piękna, wzruszająca i aż chwytająca za serce. Zaczyna się 11 listopada 1918 roku, kiedy przyjeżdża z Wiednia do rodzinnego Mielca młody Stanisław Działowski i oznajmia na łożu śmierci swemu ojcu Walentemu Działowskiemu, że jest wolna Polska. Walenty, inwalida z powstania 1863 roku, umiera ze słowami na ustach. To teraz synu mogę umrzeć. Data jego śmierci 11.11.1918 jest zawarta na pomniku cmentarza przy ulicy Sienkiewicza. Natychmiast młody Działowski wstępuje w Krakowie do tworzącego się batalionu lotniczego wchodzącego w skład II Pułku i tak zaczyna się opisana na wstępie działalność lotnicza Braci Działowskich.
To nie są żadne bzdury. Działalność Braci Działowskich od szybowca „Bydgoszczanka” do wielu konstrukcji awionetek DKD została opisana w wielu publikacjach. W księdze konstrukcji lotniczych Andrzeja Glassa znajdziemy rysunki awionetek DKD. O Działowskich rozpisywała się przed wojną prasa lotnicza „Młody Lotnik”, „Ku czci poległych lotników” i wiele innych publikacji. W książkach „M jak Mielec” „Bracia Działowscy” i mojej „100 lat przygody Mielca z lotnictwem” a także w „Encyklopedii Miasta Mielca” i innych znajdziemy wiele potwierdzeń, że Bracia Działowscy byli wielkimi ludźmi zasłużonymi dla Mielca.
Fakt, że nie czciliśmy rocznicy 100 lat lotniczego Mielca jest okradaniem mieleckiego społeczeństwa z historii i jest przestępstwem za które organizatorzy ubiegłorocznych obchodów powinni ponieść odpowiedzialność. Kiedy przypominałem organizatorom przed obchodami o uczczenie Braci Działowskich potraktowany zostałem mówiąc delikatnie bardzo nie ładnie. Podobnie odniósł się do mnie dyrektor Muzeum Oborskich Jerzy Skrzypczak. Poczuli się niemal obrażeni, że zwracam im uwagę. Jestem prostym człowiekiem i nie domagam się wiele, ale zwykła przyzwoitość obowiązuje każdego.
Ciśnie mi się na usta wiele pytań. A mianowicie, gdzie są Władze Miasta, które będąc współorganizatorem obchodów 100-lecia obchodów odzyskania niepodległości także przegapiły ten fakt. Dlaczego nie zareagował Aeroklub Mielecki, który ma w nazwie Braci Działowskich? Czy lotnictwo tak bardzo przejadło się Mielcowi, że stara się o nim zapomnieć?
Ginie przepiękna lotnicza historia Mielca. Zginęły lotnicze pamiątki z SCK Mielca. Zlikwidowano modelarnię prowadzoną przez rozkochanego w lotnictwie pilota doświadczalnego Zygmunta Osaka. Piękne modele samolotów budowane pod okiem znanego mi pilota poszły niemal na złom. Pozbawiono młodzież kontaktu z lotniczym fachem. Nie ujrzała światła dziennego Kronika Pilotów Doświadczalnych stworzona przez legendę mieleckiego lotnictwa Tadeusza Gołębiewskiego. Znam historię owej Kroniki, która po śmierci jej autora z bólem dotarła do Mielca. Znajduje się w posiadaniu Aeroklubu Mieleckiego Braci Działowskich. Gołębiewski zawarł w kronice tak piękną historię pilotów doświadczalnych nie tylko Mielca, ale wszystkich kręgów lotniczych Polski, że aż się prosi, aby udostępnić publicznie zawarte w niej dokumenty i lotniczą historię. Jestem członkiem sekcji historycznej owego Aeroklubu i opublikowałem na swoim blogu szereg zdjęć kroniki. Zaangażowałem się w działania, aby jak najszybciej stworzyć kopię elektroniczną i upublicznić ją w Internecie. To co się stało zakrawa na farsę, bo prezes Aeroklubu zakazał udostępniania mi kroniki w celu skanowania. Powód - obraził się na mnie.
Wierzyć się nie chce jakie głupie argumenty tłumią ludzką inicjatywę. Czy Władza Miasta nie powinna wziąć się ostro, za wszystkie podobne negatywne działania niszczące lotniczą historię Mielca? Dlaczego nie docenia się, że tak piękna historia promuje miasto. Taką lotniczą historią powinno się miasto i jej mieszkańcy szczycić. Powinno się ją rozgłaszać i nieść daleko w świat, bo jest w swej prostocie piękna i pouczająca. Kiedy opowiadam ową historię w środowiskach Wrocławia i piszę o niej publikując w Internecie dostaję wiele pozytywnych komentarzy.
Oczekuję odpowiedzi i sądzę, że wielu Mielczan także jej oczekuje. A mianowicie, jaka była decyzja, że nie czczono 100-lecia lotnictwa w Mielcu wraz ze 100-leciem Niepodległości Polski? Taka odpowiedź powinna paść na zbliżającym się IX Spotkaniu Lotniczych Pokoleń.
Przecież taka piękna historia promuje rozwijający się Mielec i aż się prosi, aby ją rozgłaszać obchodząc rocznicę.
Jeśli życzymy sobie  przejrzeć wybrane przeze mnie historyczne dokumenty Braci Działowskich, to kliknijmy poniżej na link. 

https://drive.google.com/drive/folders/1t-FFJCQ_bKnVn_Hm9dRzal-16J524TT1?usp=sharing
Teofil Lenartowicz
Mielec, dnia 12 sierpnia 2019