czwartek, 18 lipca 2019

Jan Stefko Mściciel czczony w Dębicy i Głogowie -bohater czy bandyta


Jan Stefko „Mściciel” czczony w Dębicy i Głogowie na Dolnym Śląsku – bohater czy bandyta?
W Instytucie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie zostały stworzone ciekawe materiały IPN dotyczące Jana Stefki „Mściciela”. Pragnę podziękować panu Jan Szydło z Dębicy za udostępnienie mi powyższego materiału. Wyjaśnia on wiele spraw dotychczas nie znanych. Pragnę przypomnieć, że znałem Stefkę z lat okupacji niemieckiej jako volksdeutscha pracując w jego firmie w Przecławiu. Niemcy natychmiast po wkroczeniu do Przecławia przekazali mu władzę nad całą gminą mianując go komisarzem gminnym. Świadczy o tym dokument otrzymany przez mego ojca, kiedy ubiegał się prowadzić sklep. Widnieje na nim podpis Jan Stefko komisarz gminny z datą 15.01.1940.
Dokument o który mój ojciec wystąpił jeszcze w 1939 roku, kiedy pozostaliśmy bez środków do życia po spaleniu rodzinnego domu. Świadczy on, że natychmiast po wkroczeniu Niemców, oddali mu pełnię władzy nad jedną z największych gmin w powiecie mieleckim
Domyśleć się należy, że przedstawił Niemcom wiarygodny dokument o przynależności do V niemieckiej kolumny, składających się ze szpiegów pomagających armiom niemieckim podbić Polskę w 1939 roku. Niemieccy dowódcy mieli nakaz przekazywania władzy członkom V kolumny.
Po wkroczeniu Sowietów do Przecławia latem 1944 roku, Stefko zbiegł przed odpowiedzialnością  i stworzył na południu Rzeszowszczyzny bandę rabunkową pod szyldem NSZ oszukując zwerbowanych ludzi jakoby walczył z komuną jako polski patriota. Obecnie po 80 latach od tamtych wydarzeń na podstawie materiałów IPN widoczne są próby upamiętniania sylwetki Stefki jako bohatera walczącego z władzą komunistyczną. Motorem działań stała się rodzina Jana Stefki, mieszkająca w Głogowie na Dolnym Śląsku. Uznano, że nadszedł doskonały moment na stworzenie ze swego przodka bohatera. Wymarli świadkowie wydarzeń, a zapotrzebowanie na lokalnych bohaterów stało się potrzebą chwili.
W prasie lokalnej w Mielcu, publikowane były moje wspomnienia z okresu II Wojny Światowej, gdzie wspominałem Stefkę jako negatywnego bohatera. Także na blogu „Moje życie i samolot” w temacie „Działalność V Kolumny na Ziemi Mieleckiej” pisałem o tym. Obecnie doszły nowe okoliczności, o które pragnę uzupełnić informacje o Janie Stefko.
Pragnę przypomnieć napaść bandy Stefki na dom komunisty Alojzego Popiela, MO i PGR Przecław w styczniu 1946 roku, kiedy dokonano rabunku mienia i  pojmano żonę komunisty Bronisławę i sąsiada Józefa Moskala. Działo się to w miasteczku, gdzie za Niemców Stefko sprawował pełnię władzy. Po napadzie UB i KBW bandę rozbiło, zakładników uwolniono, Stefko zbiegł, a kilku członków bandy pojmano. Pięciu dostało kary śmierci, a kilku kary więzienia. Trójka z nich otrzymała karę śmierci przez powieszenie na rynku w Dębicy 10 lipca 1946 roku. Była to ostatnia pokazowa egzekucja wykonana w Polsce po II Wojnie Światowej.
Rynek w środę targową w Dębicy 10 lipca 1946 roku, gdzie powieszono trzech młodych chłopców Józefa Grębosza z Tuszymy, Franciszka Nostera i Józefa Kozłowskiego. Na pokazową egzekucję spędzono wówczas przyjezdnych na targ i miejscową ludność. Zdjęcie dotarło do prasy zachodniej, gdzie było szeroko komentowane.
Przeczytałem uważnie temat stworzony w Instytucie Papieskim Jana Pawła II i uważam, że stworzony został tendencyjnie traktując pobieżnie okupacyjną działalność Stefki, podobnie jak wiele zeznań świadków. W zeznaniach Alojzego Popiela i jego żony Bronisławy, podobnie jak milicjantów Stanisława Niedzielskiego, Ludwika Kordzińskiego, Mieczysława Kopery, Kazimierza Jarosza i Jana Popiołka musiało być kim był Jan Stefko za okupacji niemieckiej, a to zostało pominięte. Oni znali jego współpracę z Niemcami podobnie jak ja. Stefko gdy napadł na Przecław pojmał ze swymi ludźmi owych milicjantów na posterunku MO, a oni później byli przesłuchiwani przez UB. Nie prawdą jest, że Stefko był wójtem, bo był komisarzem, a wójtem był Kazimierz Olszewski – wysiedleniec z Poznańskiego. W Urzędzie Gminy Przecław na pewno był ślad kim był Stefko, a jeśli obecnie nie ma, to zagadką jest kto dokumenty zniszczył. Wiadomo w obecnym Urzędzie Miasta Przecław, że historyczne protokóły gminy Przecław znikły. Ich szczątki bez dokumentów z okresu okupacji niemieckiej odnalazły się dopiero niewiele lat temu. Kopię owych szczątków pomógł mi wywalczyć w gminie nieżyjący Bronisław Wątróbski i  mam je w swoim komputerze. To też ciekawa historia.
Dokumenty IPN wyjaśniają jaki był los Jana Stefki, gdy zwiał z obławy po napadzie. Nie był on przez dziesiątki lat znany, bo rodzina skrzętnie to ukrywała. W rozmowach z Aleksandrem Rusinem ps. „Olek” dowódcą oddziału AK i WiN z terenu Przecław, często o Stefce rozmawiałem. Znał Stefkę, szczegóły napadu na Przecław i Alojzego Popiela. Wiedział też, że takim samym zbirem jak Stefko za Niemców, był komunista Alojzy Popiel za Sowietów.
Materiały IPN częściowo wyjaśniają dalszy los Jana Stefki. Trafił on na Podhale do oddziału mjr Józefa Kurasia ps. „Ogień”, gdzie był jego zastępcą. Ściągnął za sobą kilku innych ze swej rozbitej bandy. Jan Stefko nie zginął z rąk agentki UB jak twierdzi rodzina Stefki, tylko z rąk Józefa Kurasia w 1947 roku. Brak w materiale IPN informacji dlaczego został zlikwidowany. Domyśleć się można, że Kuraś odkrył działalność Stefki na rzecz Niemców za okupacji niemieckiej, co tak musiało się skończyć.
Istnieje wiele niejasności, które dla dobra prawdy historycznej powinny zostać wyjaśnione. Zapotrzebowanie na tworzenie bohaterów narodowych spowodowało przemilczanie niewygodnych kwestii. Dla mnie zagadką jest dlaczego Stefko uprowadził po napadzie Bronisławę Popiel. Była żoną ważnego komunisty nie tylko na Ziemi Mieleckiej, ale też na Rzeszowszczyźnie. Moim domysłem jest, że Stefko tym sposobem chciał wymusić wydostanie się z Polski do Niemiec, gdzie pod osłoną swoich hitlerowskich pobratymców mógł spokojnie żyć.
Zagadką jest dlaczego żonę Stefki pochodzącą z Tuszymy nazywa się Władysławą Wolanin, a nie Władysławą Stefko. To ona wraz ze swoją siostrą Stanisławą werbowały podstępem członków do bandy Stefki w tym Józefa Grębosza, który nieświadomie trafił do niego, a w efekcie został powieszony na rynku w Dębicy. Wiele lat temu otrzymywałem maile od rodziny Stefki podpisujących się Wolanin. Pytali o swego przodka Jan Stefkę. Odpowiadałem, że był volksdeutschem i komisarzem gminnym w Przecławiu. Że mam na to dokument i że pracowałem w jego firmie broniąc się przed wywózką do Niemiec. Później zamilkli. Obecnie wiadomo, że prawnuczka Stefki mieszkająca z rodziną w Głogowie na Dolnym Śląsku pochwaliła się nauczycielce Jolancie Peciak, że jej pradziadek jako dowódca oddziału NSZ został w 1947 roku zamordowany przez agentkę UB. Zaczęto czcić pamięć Jana Stefki w Głogowie, a Jolanta Peciak posunęła się dalej i powiadomiła Dębicę, że czczą Stefkę, którego trzech żołnierzy zostało powieszonych w Dębicy. Organizacja patriotyczna Dębiccy Patrioci podchwycili ten wątek i podobnie czcili Jana Stefkę nosząc koszulkę z jego podobizną i napisem Jan Stefko „Mściciel” W efekcie na rynku w Dębicy stanął pomnik upamiętniający wydarzenie z 10 lipca 1946, kiedy to w barbarzyński sposób zamordowano na rynku pokazowo przez powieszenie trzech młodych chłopców. Ich tragedia polega na tym, że z myślą walki o wolną Polskę, trafili do bandyty, który w 1939 roku naprowadzał niemieckie  samoloty na wycofujące się na wschód polskie wojska.
Uroczystość z czci Jana Stefki "Mściciela" w Dębicy i Głogowie na Dolnym Śląsku. Na koszulkach widoczna podobizna Stefki
Sprawa napadu Stefki na komunistę Popiela i uprowadzenie jego żony, miało negatywne skutki dla nic winnego Aleksandra Rusina ps. „Olek” i „Rusal”. Jako dowódca oddziału AK i WiN walczył on na Ziemi Mieleckiej  z hitlerowcami i komunistami przez 17 lat. Ujawnił się dopiero po amnestii 1956 roku. Alojzy Popiel i jego rodzina aż po lata transformacji ustrojowej rozgłaszała nieprawdziwe wersje zwalając na „Olka” winę za napad i uprowadzenie żony Bronisławy. Było to na rękę komunistycznym władzom, aby stworzyć opinię, że „Olek” był bandytą. Znałem działalność „Olka” przez wszystkie lata jego walki i jako jedyny walczyłem o jego cześć. Nigdy nie splamił się bratobójczą krwią. Miał krzyż Virtuti Military, a przed samą śmiercią mianowano go do stopnia pułkownika. Nominacja zakończyła się w targnięciem do Urzędu Gminy grupy ludzi protestujących przeciwko nominacji. Gotowe było mianowanie go do stopnia generała, ale zmarł ze zgryzoty za ludzką niewdzięczność. Moja propozycję o upamiętnienie „Olka” i jego oddziału AK na rynku w Przecławiu storpedował wójt gminy, a późniejszy burmistrz Przecławia Ryszard Wolanin. Za jego decyzją postawiono na rynku mało znaczący obelisk, który urąga wszystkim bohaterom tamtych czasów. Zasługi „Olka” jego żony, tych którzy zginęli wykradając tajemnice rakiet V w Bliźnie i całego oddziału są ogromne. Mam ogromny żal do społeczności Ziemi Mieleckiej i pobliskich, że nie potrafią wyrazić wdzięczności prawdziwym bohaterom w postaci należytego upamiętnienia ich w miejscu gdzie walczyli. Posiadam w pamięci sporo niegodziwych ludzkich zachowań, kiedy występowałem w obronie „Olka” i sprawie upamiętnienia jego oddziału. Są to znane sprawy rodzinie „Olka” i widoczne w lokalnej prasie Mielca sprzed kilku lat.
Postawiony w 2013 roku na rynku w Dębicy pomnik, upamiętniający haniebny mord młodych chłopców.

Tragedią jest, że ci młodzi chłopcy nieświadomie i podstępnie skierowani zostali do bandy Stefki będącego zdrajcą ojczyzny i niemającego nic wspólnego z niepodległościowym podziemiem

Jak ma się porównanie upamiętnienie w Dębicy nazwiska Jana Stefki będącego zdrajcą ojczyzny, z 17-letnią walką „Olka” Rusina o wolną Polskę z obydwoma totalitarnymi systemami i późniejszymi cierpieniami zadanymi mu przez własne społeczeństwo?
Teofil Lenartowicz
Wrocław, dnia 18 lipca 2019

4 komentarze:

  1. Teofilu Szanowny
    Dajesz świadectwo prawdzie! Jest to niezwykle ważne dziś
    kiedy pseudo historycy z IPN oraz władza będąca zaprzeczeniem
    prawa i sprawiedliwości okłamuje naród, a przede wszystkim młodzież, tworząc fałszywą historię kreując bandytów na bohaterów, poniżając polskich patriotów i bohaterów, ogłupiając ludzi oszukańczymi manipulacjami.
    To nie może trwać! Prawda musi zwyciężyć!
    Dzięki Tobie i takim odważnym świadkom naszej prawdy.
    Dziękuję Ci Teofilu
    Grzegorz

    OdpowiedzUsuń
  2. Panie Teofilu.Mieszkam w Przecławiu od niedawna.Historię miasteczka znam na tyle na ile mogłem dotrzeć do dokumentów pisanych.Wychowywany byłem w okresie dyktatury komunistycznej i taka mi wiedzę do głowy wkładano. Wiedzę o żołnierzach teraz nazywanych niezłomnymi również.Nie było w tej wiedzy ,żadnych pozytywów dotyczących AK,WiN czy NSZ to według władzy były siły wrogie PRL.Tak je przedstawiano i wielu umysłach do tej pory funkcjonuje przekonanie o ich bandytyźmie i złych zamiarach dla już Rzeczypospolitej.Ten obraz i ta wizja jeszcze długo będzie zniekształcać obraz żołnierzy z lasu i podziemia.Historią da się manipulować.Ta manipulacja trwa nadal.Po 1989 roku nie odzyskała RP wolności a tylko straciła twarz.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli ma Pan życzenie, to możemy osobiście porozmawiać, o tym i wielu innych sprawach dotyczących historii Przecławia.Jestem właśnie w Mielcu i wielokrotnie będę jeszcze w Przecławiu. Proszę o kontakt.

    OdpowiedzUsuń