sobota, 5 listopada 2022

Zjazd Klubu Pilotów DOświadczalnych w Kamionce. Część druga

 

Zjazd Klubu Pilotów Doświadczalnych w Kamionce – Cyziówka

Część druga

Nawiązując do pierwszej części Zjazdu KPD, zakończył się on na spotkaniu organizacyjnym 13 października 2022, o którym napisałem i umieściłem zdjęcia w poprzednim poście. Obecnie przedstawię to co działo się w następnym dniu 14 października.

Otóż zaraz po śniadaniu, podstawionym autobusem pojechaliśmy przez Puszczę Sandomierską do Polskich Zakładów Lotniczych Mielec (PZL Mielec) Napisałem że jechaliśmy przez Puszczę Sandomierską, ale tak naprawdę, są to tylko szczątki owej Puszczy. Jednak fakt, że drzewa nie były tam sadzone ręką człowieka, świadczyły o naturze, która to piękne dzieło stworzyła. Cała jazda do samego Mielca była pięknym przeżyciem spotkania z przyrodą. Tylko gdzie nie gdzie stojące na poboczu samochody i grzybiarze świadczyły, że rządzi tu człowiek.

Warto dodać, że owe tereny miały duże znaczenie strategiczne. Tutaj przed II Wojną Światową, biorąc od Dębicy do Pustkowa ulokowano przemysł chemiczny, dalej na północ powstały PZL Mielec, a jeszcze dalej w kierunku północnym Huta Stalowa Wola z produkcją czołgów. Wszystko to było w centrum Polski daleko od naszych wrogów, Związku Radzieckiego i hitlerowskich Niemiec. Wiadomo bowiem że wschodnia granica Polski była usytuowana wówczas daleko na wschód. Odległe usytuowanie przemysłu obronnego od wrogów zabezpieczało przed jego zniszczeniem.

W czasie II Wojny Światowej Niemcy w Pustkowie zbudowali obóz koncentracyjny, w Bliźnie wykonywano próby rakietowe V-1 i V-2, istniały poligony SS i Wermachtu, w Mielcu lotnisko i remonty samolotów. Tutaj odbywały się partyzanckie działania AK i z tymi terenami związane były lata mojego młodego życia.

Model w skali 1:1 samolotu PZL 37G Łoś produkowany w PZL Mielec przed II Wojną Światową, stojący na terenie PZL Mielec

Generał Jerzy Dębski z żoną i Teofil Lenartowicz na tle samolotu PZL 37 Łoś


Z prawej pilot doświadczalny Wiesław Mercik z PZL Świdnik na tle samolotu Łoś

Teofil Lenartowicz na tle samolotu Łoś

     Wracając do opowieści o zwiedzeniu PZL Mielec, dużą rolę odegrał tu członek KPD Czesław Żywocki. Jako pilot doświadczalny tego Zakładu pełnił rolę przewodnika przy zwiedzaniu. Zwiedziliśmy najpierw halę nr 3, gdzie montowano śmigłowce Black Hawk i samoloty AN-28 Bryza. Podziwiałem miejsca na hali, gdzie rozpocząłem pracę w 1955 roku.

Następnie pojechaliśmy na lotnisko, gdzie zwiedziliśmy stojące w hangarach i na stojankach samoloty. Przywitał nas dyrektor prób w locie pan Artur Wojtas. Na przemian z pilotem Czesławem Żywockim odpowiadali na zadawane pytania i wyjaśniali zagadnienia.

  Pragnę nadmienić, że tu spędziłem w pracy najdłuższą część swojego życia. Obecnie po raz pierwszy zobaczyłem stojący między hangarami 1 i 2 nowy duży hangar. Dawne miejsca nie zmieniły się, lecz nabrały świeżego wyglądu. W powietrzu widoczne były w próbach Śmigłowce Black Hawk i samoloty Bryza. Warto dodać, że obecnym właścicielem PZL Mielec jest amerykański koncern Lockheed Martin. Wykupił on udziały kilka lat temu od swego także amerykańskiego poprzednika Sikorsky. Warto też nadmienić, że PZL Mielec jest w rodzinie zakładów lotniczych, jedynym zakładem gdzie produkuje się zarówno śmigłowce jak i samoloty.

Istniał zakaz robienia zdjęć, więc z hali 3 gdzie odbywał się montaż, nie mam zdjęć. Dotyczy to także lotniska, gdzie odbywały się próby. To co widziałem nie przypominało już czasów z ponad pół wieku temu, kiedy tam pracowałem. Dawniej miesięcznie produkowaliśmy około 40 samolotów, stojanki w trawie i przed hangarami były zapełnione samolotami, a ryk pracujących silników tak mocny, że z trudem można się było porozumieć. 

Fragment mieleckiego lotniska

Śmigłowiec Black Hawk podczas prób w locie

Jak wyżej

Jak wyżej

     Po zwiedzeniu udaliśmy się do Aeroklubu Braci Działowskich, gdzie zostaliśmy poczęstowani smacznym żurkiem i pierogami. Gościnnością wykazał się prezes Aeroklubu Piotr Świerczyński, który dwoił się i troił, bo zastępowało to obiad na który nie mielibyśmy czasu, gdyż zwiedzić mieliśmy jeszcze Park Historyczny w Bliźnie.

Podczas posiłku na terenie Aeroklubu Braci Działowskich w Mielcu

Od lewej moja żona Lidia Lenartowicz

Podczas posiłku

Od prawej Zygmunt Osak z żoną Jadwigą, prezes KPD Zygmunt Mazan i gen. Jerzy Dębski 

 
Od prawej Marcin Szaliłow i Czesław Żywocki

Odpoczywa na ławeczce Jan Gaweł

Jak wyżej

Gdzieś po 14-tej pozbieraliśmy się i udaliśmy w kierunku Blizny. Nie pojechaliśmy jednak przez lasy szczątków puszczy, lecz szosą w kierunku Dębicy i zatrzymaliśmy w stacji benzynowej przy rondzie Pikułówka. Było to miejsce, gdzie spędziłem młode lata mając 10 lat w 1938 roku. Następnie okupację niemiecką i dalsze lata. Skorzystałem z okazji i wziąłem od kierowcy mikrofon, wskazując ręką na widoczne w dali miasteczko Przecław. Opowiedziałem jak stamtąd mając 14 lat zmuszony byłem przez Niemców chodzić pieszo zimą w drewniakach do Woli Ocieckiej tłuc granitowy kamień na szosie do Blizny. Kiedy autobus ruszył pokazałem drogę 9 km jaką z innymi pokonywałem codziennie łącznie 18 km i po stłuczeniu na drobno 1m3 granitowych skał.

Pokazałem ręką Nadleśnictwo Tuszyma, gdzie śp. nadleśniczy Jurasz tworzył muzeum wydobytych szczątków rakiet V-1 i V-2. W drodze do Blizny opowiadałem, co działo się w tamtych ciężkich czasach, kiedy tereny na wschód od linii kolejowej Dębica Mielec były w większości wysiedlone, a do przypadkowych ludzi strzelano bez ostrzeżenia. Budowano tam w lasach olbrzymie fortyfikacje siłami więźniów obozu koncentracyjnego, jeńców sowieckich i przymusowo zatrudnianych okolicznych fachowców, a jednym z nich był mój szwagier i ja budujący szosę do Blizny. Fortyfikacjami było kilkanaście ringów, a wyrzutnie rakiet były w centrum poligonu SS. Istniał także poligon Wermachtu. 

W czasie wypierania Niemców Armia Czerwona nacierała by jak najszybciej zdobyć teren Blizny. Natomiast wywiad Armii Krajowej poprzez terenowe oddziały zdobywał niemieckie tajemnice broni V-1, V-2 i przekazywał je do Wielkiej Brytanii. 

Teofil Lenartowicz idący w kierunku makiety rakiety V-2

Uczestnicy zwiedzania na tle makiety V-2

Jak wyżej

Jak wyżej

 

Tak dojechaliśmy do Parku Historycznego Blizna, gdzie powitała nas pani Renata Rusin będąca przewodniczką PHB. Znam ją bo jest synową Aleksandra Rusina ps. Olek. Ten słynny dowódca oddziału partyzanckiego AK odbił z innymi Niemcom Bliznę, nie pozwalając niemieckim saperom wysadzić tajemnic w powietrze. Utrzymali Bliznę do nadejścia Sowietów, a następnie Rusin ps. Olek przekazał cenne informacje międzynarodowej komisji sowiecko amerykańsko brytyjsko francuskiej. Za czyn ten dostał dziękczynny list od premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla. Istniał gotowy wniosek mianowania płk Aleksandra Rusina  stopniem generalskim jednak przedwczesna śmierć uniemożliwiła nominację. Był Żołnierzem Wyklętym przez obydwa systemy totalitarne. walczył tak z faszystowskimi Niemcami jak i sowietami do 1956 roku przez 16 lat. Następnie znienawidzony i poniżany przez PRL-ki system. Zmarł poniżany nawet po transformacji ustrojowej. 

Od lewej pani Renata Rusin, Zygmunt Osak i Teofil Lenartowicz 

Jak wyżej

Podczas zwiedzania

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

Od prawej Zygmunt Osak w środku Lidia Lenartowicz

Zasłuchani w opowieści przewodniczki Renaty Rusin stojącej od lewej

Jak wyżej

 

Przewodniczka Renata oprowadziła nas po PHB, opowiedziała jego historię i pokazała eksponaty. Pragnę jednak dodać, że szczątki wyrzutni rakiet znajdują się poza miejscem PHB, w innych miejscach lasów oddalonych po kilkaset metrów od owego miejsca. Znam owe miejsca, bo zwiedzałem je z płk Rusinem wiele lat po wojnie i słuchałem jego opowieści.

Z Blizną i partyzanckim ruchem łączy się wiele moich historycznych wspomnień. Są to przeważnie tragiczne i smutne wydarzenia częściowo opisane w mojej książce pt Żyłem jak umiałem.

Zakończyliśmy zwiedzanie dziękując kierowcy za trud jazdy po wąziutkich leśnych drogach. Mieliśmy 2 godziny na przygotowanie się do uroczystej kolacji kończącej Zjazd KPD.

Jak długo pamiętam, tak wszystkie zjazdy KPD kończyły się uroczystą kolacją z podaniem ważniejszych decyzji co do przyszłych działań. Nie było w tym dniu szwedzkiego stołu, lecz podawały kelnerki. Zarówno prezes Zygmunt Mazan, jak i odpowiedzialny za finanse Andrzej Pussak przedstawili wytyczne rzucając pytanie o propozycję, gdzie ma się odbyć zjazd KPD w przyszłym roku. Padały różne lokalizacje, a ja podałem Wrocław.

Były wypowiedzi, odznaczano wyróżniających się, a mnie przyjęto w poczet członków wspierających KPD. Pragnę podkreślić, że swą obecnością zaszczycił nas dyrektor PZL Mielec Artur Wojtas.

W trakcie kolacji odbyło się wiele rozmów trwających do późnych godzin wieczornych, a do najciekawszych zaliczam wypowiedź z sali generała Jerzego Dębskiego, który w ciepłych, trafiających do serca słowach, nawiązał do pozytywnych działań KPD.

Udałem się z żoną na spoczynek, z naładowanymi życiowymi do dalszych działań akumulatorami. Obcowanie z ludźmi, chociaż obcymi, lecz bliskimi w lotniczym poświęceniu, daje ogromną satysfakcję i sens dalszego życia.

Rano po śniadaniu w trzecim dniu Zjazdu odbyła się msza święta w pobliskim kościele. Pożegnaliśmy się ze znajomymi i około 11-tej wyjechaliśmy.

Teofil Lenartowicz

Wrocław, dnia 5 listopada 2022

środa, 26 października 2022

Zjazd Klubu Pilotów Doświadczalnych w Kamience

 

Zjazd Klubu Pilotów Doświadczalnych w Kamionce

W dniach 13-15 października 2022

Część pierwsza

 

W pierwszych słowach pragnę wyjaśnić czytelnikom nie zajmującym się lotnictwem, jakich pilotów z rzesza KPD i skąd ja znajduję się w tym wspaniałym z najwyższej półki gronie. Otóż członkami KPD mogą być piloci wykonujący obloty samolotów prototypowych i seryjnych jak również inżynierowie dokonujący owe próby. Nie jestem pilotem ani inżynierem, a tylko sympatykiem Klubu. W prawdzie jako mechanik lotniczy, a następnie starszy mistrz, zarządzałem w WSK PZL Mielec mechanikami wykonującymi próby ERNO (elektro, radio, nawigacja, osprzęt) więc stąd tak bliskie mi jest wszystko czym się KPD zajmuje. Byłem z zakładem WSK PZL Mielec związany pracą od 1955 roku na Wydziale 57 Start i w reklamacjach do pójścia na emeryturę. Mogę śmiało powiedzieć, że mój udział w próbach seryjnych przed i po lotach był niemal na wszystkich samolotach Lim 5 (licencja MiG-17), Lim 5P (licencja Mig 17PF), Bies, TS-11 Iskra, AN-2, M-15 Belphegor i M-18 Dromader. Dotyczyło to także reklamacyjnych wyjazdów, a najwięcej dotyczyło to urządzeń radarowych samolotów Lim 5P.

Termin zjazdu wyznaczono na 13 do 15 października 2022 roku w Kamionce gmina Ostrów na Podkarpaciu w Ośrodku Szkoleniowo Wypoczynkowym Cyziówka, a więc daleko od Wrocławia, gdzie z żoną mieszkam. Wyjechaliśmy dzień wcześniej, aby wypocząć po podróży. Byliśmy więc pierwszymi którzy się tam zameldowali.

Pamiętam Kamionkę, bo 60 lat temu przyjeżdżałem tu z rodziną i znajomymi aby w zaciszu i spokoju zażywać słońca i kąpieli na niewielkim zalewie rzeczki Tuszymka. Było tu wówczas kompletnie dziko, natomiast obecnie przedstawię poniżej na zdjęciach.

13-tego października w czwartek, rozpoczął się zjazd uczestników z całej Polski, a pierwszymi był Zygmunt Osak z małżonką Jadwigą. Umieszczono nas w trzech piętrowych domkach i tylko zarząd KPD był w innym.

Zygmunt Osak z małżonką Jadwigą

 
Ośrodek Szkoleniowo Wypoczynkowy Cyziówka w Kamionce składa się z wielu zabudowań wykonanych w drewnie

Jak wyżej

Jak wyżej

Moja żona Lidia Lenartowicz odpoczywa na ławeczce

Budynek w którym zamieszkał zarząd KPD

Budynek w którym znajdowała się recepcja ośrodka Cyziówka

Z lewej państwo Osak na ławeczce, a z prawej moja żona Lidka. Na dalszym planie budynek recepcji Cyziówka

Na ławeczce moja żona Lidia Lenartowicz a w tle ogromny namiot z napisem na dachu "Folwark Cyziówka"

Siedzący Andrzej Pussak zarządzający finansami KPD załatwia formalności z przybywającymi członkami na Zjazd

Andrzej Pussak i stojący od prawej prezes KPD Zygmunt Mazan sporo się napracowali przed Zjazdem

Po załatwieniu formalności organizacyjnych o godzinie 17-tej prezes KPD Zygmunt Mazan otworzył spotkanie. Miało się rozpocząć hymnem lotników jednak trudności techniczne przeszkodziły więc minutą ciszy uczczono pamięć tych którzy odeszli do Niebiańskiego Aeroklubu. Prezes wymienił dr hab. Ryszarda Witkowskiego twórcę KPD i kilku innych. Następnie głos zabrał Andrzej Pussak odpowiedzialny za finanse KPD. Wymienił miejscowości gdzie z inicjatywy Zarządu KPD powstały tablice pamiątkowe poległych w wypadkach lotniczych pilotów doświadczalnych. Było to Nowe Miasto ,gdzie zginęło 20 pilotów, na Polu Mokotowskim gdzie zginęli piloci w latach 1939-1945, w Kętrzynie dwie tablice, jedna dla pilotów doświadczalnych i druga dla agrolotników. Wymienił sponsorów którzy wyłożyli po 5 tysięcy i jeszcze Zygmunt Karski z prezesem Mazanem wyłożyli po 500 zł, bo przyjechało dużo pilotów i zabrakło finansów na catering. Obecny stan finansów to 424 zł. Wszystko jest drogie a nawet wiązanka kwiatów musi być z długą szarfą, bo lista zmarłych pilotów na szarfie jest długa. Wspomniał też o medalach wykonanych z okazji 30-lecia KPD, który dostanie każdy pilot jeśli jeszcze nie dostał.

Jan Gaweł przedstawiciel producenta silników lotniczych w Rzeszowie


Stojący Jerzy Pietrzak pilot doświadczalny z Mielca i siedzący Andrzej Pussak

Pilot Sławomir Hetman - były sekretarz KPD w rozmowie z Zygmuntem Osakiem

Nieznana pani, Wiesław Mercik - pilot doświadczalny o wspaniałej historii z PZL Świdnik i mój znajomy z klubu Loteczka we Wrocławiu, a od prawej Jasiu Gaweł

Siedzą Sławomir Hetman, Zygmunt Osak z żoną, Wiesław Mercik

Jerzy Pietrzak - pilot doświadczalny PZL Mielec, jeden z najstarszych żyjących pilotów Mielca. W środku Lidia Lenartowicz i z prawej dr hab. Włodzimierz Adamski


Piękna pani, Wiesław Mercik i Jan Gaweł

Ci państwo od lewej, to bardzo mili ludzie z Poznania

W zielonym sweterku generał Jerzy Dębski, a od prawej prawdopodobnie jego żona

Od lewej prezes KPD Zygmunt Mazan. Całość organizacyjnego spotkania odbyła się po obfitej kolacji i po godzinie 18-tej 

Podczas kolacji

Pan w środku to Władysław Bubień - zakochany w lotnictwie prezes Aeroklubu w Lubelskiego i wieloletni członek KPD

Kolacja była typu szwedzkiego, więc moja żona stoi w kolejce po wiktuały.

Dopadł moją żonę znajomy  Wrocławia Wiesiu Mercik i stąd tam mile ją przytula.

Jerzy Pietrzak, Lidia Lenartowicz i Wiesław Mercik wybierają wiktuały ze szwedzkiego stołu. 

Jak wyżej

Jak wyżej

Od lewej Paweł Świerczyński - prezes Aeroklubu Braci Działowskich w Mielcu

Jak wyżej

Przy kolacji i w trakcie rozmów

Jak wyżej

Od prawej Sławomir Hetman, Żywocki - pilot doświadczalny PZL Mielec, Zygmunt Osak z żoną Jadwigą i Jan Gaweł

W trakcie kolacji i rozmów

Jak wyżej

Jak wyżej

Jak wyżej

W środku Zbigniew Świerczyński - pilot doświadczalny PZL Mielec i organizator obecnego Zjazdu KPD

Jak wyżej tylko Świerczyński od prawej

A Ci uśmiechnięci państwo to uroczy ludzie, z którymi przyjemnie mi się rozmawiało

Jerzy Pietrzak, Lidia Lenartowicz i Włodzimierz Adamski

Jak wyżej tylko Adamski robi zdjęcie

Przyjemnie i pożytecznie spędzony czas na rozmowach

Jak wyżej

Generał Jerzy Dębski w trakcie wypowiedzi

 

Prezes KPD Zygmunt Mazan w swej wypowiedzi wspomniał o odznaczeniu Klubu „Błękitnymi Skrzydłami” otrzymanymi przed dwoma laty. Ze względu na Covit otrzymane zostało w tym roku. 

 

Odznaczenie "Błękitne Skrzydła" jakie KPD otrzymał w tym roku za swą działalność na polu lotnictwa


Wspomniał o wypadku w Białobrzegach, gdzie zginęło 2 pilotów i inżynierowie prób. Nie wzięli spadochronów i to ich zgubiło. Niewielką tablicą pamiątkową opiekował się Warszawski Klub Seniorów Lotnictwa, a obecnie opiekę przekazał nam. Wspomniał, że Klub funduje wieniec na pogrzebie każdemu członkowi. W jednym wypadku się to nie udało, gdyż dowiedziano się za późno. Dziękował wszystkim sponsorom za wsparcie, a najgorętsze podziękowanie skierował do Zbigniewa Świerczyńskiego za zorganizowanie tego spotkania, co skwitowano pod adresem Świerczyńskiego oklaskami.

Ponownie zabrał głos Andrzej Pussak podkreślając poświęcenie z jakim Świerczyński dokonał przygotowań do obecnego Zjazdu. Następnie Pussak przedstawił sylwetkę obecnego na Zjeździe dr hab. Włodzimierza Adamskiego – wybitnego w projektowaniu komputerowym PZL Mielec i wykładowcę Politechniki Rzeszowskiej. Podziękował za otrzymaną książkę jego autorstwa dotyczącą projektowania i wytwarzania CAD/CAM w przemyśle maszynowym i poprosił go o zabranie głosu.

Przemawia dr hab. Włodzimierz Adamski z Mielca

Jak wyżej

 

Adamski Przedstawił się mówiąc, że od 1976 roku zajmował się projektowaniem samolotów przy pomocy komputera, co można znaleźć w jego książce. Wszystkie konstrukcje lotnicze począwszy od usterzeń IŁ96-300 były konstruowane w Mielcu przy pomocy komputera. Dromader, Bryza, Iryda, śmigłowiec Black Hawk, a nawet do amerykańskiego Dreamliner-a PZL Mielec konstruował i produkował około 1000 części. Na zakończenie wypowiedzi podał przykład jak jeden z profesorów Politechniki Warszawskiej zapytał go, jak wygląda w Mielcu rozrysowywanie w trakcie projektowania, bo on to właśnie wykłada.

Adamski powiedział mu.

Panie profesorze pan wykłada historię, a nie rzeczywistość, bo my w Mielcu żyjemy w realnym świecie. Współczuję studentom Politechniki Warszawskiej bo myśleli że idą na politechnikę, a trafili na historię.

Wypowiedź Adamskiego skwitowano burzą oklasków. Natomiast on powiedział, że ma kilkanaście książek, które może rozdać zainteresowanym. Rozdał wszystkie i nawet ja jedną z jego dedykacją otrzymałem.

Następnie na przemian prezes Mazan z Pussakiem relacjonowali przedstawiane na wyświetlaczu obrazy. Były to tablice pamiątkowe, pomniki i piloci, którzy zginęli w wypadkach lotniczych. Pussak przedstawił na wyświetlaczu głaz pamiątkowy w miejscu pierwszego wypadku Irydy w 1987 roku, gdzie zginął pilot Jerzy Bachta. Iryda rozpadła się wówczas w wyniku flatteru niszczącego tylną część kadłuba z usterzeniem.

Przystąpiono też do przyjęć nowych członków, a jednym z nich był Mirosław Gołębiewski, który zabierając głos wspomniał o pobycie w Indiach, gdzie oblatywał samoloty TS-11 Iskra.

Niezwykle ciekawą relację z pobytu w Indiach przedstawił Henryk Szkudlasz, w długiej relacji zaprezentowanej zdjęciami na wyświetlaczu. Mówił o problemach w oblotach samolotów TS-11 Iskra w Indiach w Hyderabadzie na lotnisku Hakimped i wypadkach lotniczych w których zginęło 2 polskich wojskowych pilotów. Wspomniał też że samoloty TS-11 Iskra były pierwszymi jakie Polska wyeksportowała na rynki z poza strefy RWPG. Dużo czasu poświęcił opowiadaniu o historii, tradycji, religii, klimatu i zabytkach Hyderabadu będącego stolicą stanu Andra Pradesz w Indiach.

Po owej ciekawej ponad półgodzinnej opowieści Pussak przedstawił pilota Zygmunta Osaka i udzielił mu głosu, w którym Osak opowiedział o swej pracy pilota doświadczalnego w Mielcu. Osak przywiózł na Zjazd kilka modeli samolotów, wykonanych przez siebie. Współpracuje on z mielecką młodzieżą podkreślając jak ważne są zadania wychowawcze młodzieży w duchu lotniczym i on to właśnie robi.

Przemawia Zygmunt Osak - pilot doświadczalny PZL Mielec
 

Niemal na zakończenie spotkania Pussak udzielił mi głosu. Uzupełniłem wypowiedzi poprzedników mówiąc że samoloty Iskra nie były pierwszymi wyeksportowanymi do strefy zachodniej, gdyż w 1961 roku Indonezja kupiła w Mielcu wyprodukowane 20 samolotów Lim5P z pełnym urządzeniem radarowym, a ja jako specjalista od owych urządzeń szkoliłem obsługę i zapewniałem serwis przez pół roku.

Odnośnie wypadków lotniczych i problemów po oblotach samolotów TS-11 Iskra w Indiach uzupełniłem wypowiedzi poprzedników, którzy nie powiedzieli że były to samoloty wyeksploatowane i wiele lat później dostarczone do LZR Bydgoszcz, gdzie dokonano remontu głównego. 

Ponieważ płatowiec czyli skorupa samolotu posiada kilkakrotnie wyższy resurs niż poszczególne elementy takie jak silnik, wszystkie przyrządy i podzespoły, zostały wymontowane i zamontowane nowe. Po próbach samolot został oblatany, a następnie po demontażu skrzydeł i usterzenia wszystko razem zapakowane do skrzyń i dostarczone Indiom, gdzie mechanicy LZR zmontowali, a piloci wojskowi oblatali i samolot przekazano Indiom dając swoją gwarancję. 

Powiedziałem więc, aby nie kojarzono że wypadki i problemy o których mówili poprzednicy wystąpiły z winy producenta WSK PZL Mielec. Przytoczyłem tylko jeden wypadek dotyczący Mielca, kiedy pilot doświadczalny Hopson z Bangalore katapultował się z samolotu twierdząc, że nie udało się go wyprowadzić z korkociągu. Wypadek miał miejsce niedługo po wylocie mieleckiej ekipy montażowej z Indii. W działającej powypadkowej komisji, po oblotach znalazł się w orzeczeniu zapis naszego pilota, że przyczyną było niewłaściwe ustawienie lotek w trakcie montażu samolotu. Wałkowała się ta sprawa, o koszty za zniszczony samolot i było kilka komisji. Zakończenie jej nastąpiło, kiedy podmieniłem w grupie serwisowej Stanisława Kosińskiego. Od niego też zaczerpnąłem sporo informacji o poprzednich komisjach. Za mojego pobytu przybyła mieszana komisja z Instytutu Lotnictwa i Mielca. Z Instytutu Lotnictwa był pilot Ludwik Natkaniec, profesor Jerzy Lamparski i mgr inż. Jerzy Winiarski. Z Mielca konstruktor, pilot i z Sekcji Prób w Locie Włodek Wójtowicz z aparaturą badawczą. Ze względu na ważność sprawy udział w komisji miał attache wojskowy z polskiej ambasady z Delhi. Moi koledzy po płatowcu napracowali się wówczas sporo przestawiając lotki w różnych konfiguracjach, a pilot Natkaniec latał na różnych Iskrach sam i z innymi pilotami. Ludwik – bo tak go potocznie nazywano zrobił więcej niż do niego należało, bo poleciał sam i wyprowadził Iskrę z korkociągu nawet z takiej konfiguracji jaką instrukcja eksploatacji Iskry w locie zakazywała. Wszystko się pomyślnie zakończyło i strona indyjska ustąpiła od roszczeń. Pamiętam bardzo niekorzystne wypowiedzi attache pod adresem pilota strony polskiej, dającego tak fatalne orzeczenie.

Stasiu Kosiński opowiadał mi, że po fatalnym locie zniszczonej Iskry pilot Hopson tak szczegółowo kropka w kropkę o tym locie opowiadał, jakby wcześniej wyuczył się przed zaplanowanym lotem zniszczenia Iskry. Podejrzenia padły jakby użytkownik indyjski chciał wypróbować katapultowanie z samolotu i taką próbę wykonano, lecz samolot zniszczono.

Wracając do swej wypowiedzi w kilku słowach nadmieniłem o pamięci tego co dzieje się w naszym życiu. Podałem swój przykład napisania trzech książek opublikowaniu ich i przekazaniu wraz z innymi pamiątkami i dokumentami do Muzeum Ossolińskich we Wrocławiu. W życiu tak bywa, że człowiek umiera i pamiątki po nim znikają dlatego warto o to zadbać wcześniej.

Chciałem jeszcze więcej mówić, ale miałem wyznaczone tylko 10 minut. Pussak już stał przede mną by odebrać mikrofon. Korzystam więc z okazji i dopowiem, a dokładniej dopiszę to czego nie zdążyłem powiedzieć. Chodzi mi o Kronikę Tadeusza Gołębiewskiego – pilota doświadczalnego z Mielca, który stworzył ją dla KPD. Jest to gruba obszerna księga z mnóstwem dokumentów i zdjęć członków KPD. Po jego śmierci rodzina przekazała ją zarządowi KPD, a ten przekazał ją wraz ze skrzynią dokumentów Zbigniewowi Świerczyńskiemu lokując ją w Aeroklubie Braci Działowskich w Mielcu. Byłem członkiem sekcji historycznej owego Aeroklubu i zeskanowałem kilkanaście kart owej kroniki publikując je na swym blogu. Celem było jak najszybsze rozpropagowanie kroniki wraz z jej całkowitym skanowaniem i publikacją. Stała się rzecz dziwna, bo zamiast skorzystania z mojej pomocy w publikacji, zakazano mi dostępu do niej. Rzecz to dla mnie nie zrozumiała i dlatego od kilku lat noszę się z dziwnym wrażeniem jakby podejrzewano że chciałem zrobić coś złego.

Wystąpiłem do Zarządu KPD z propozycją, aby ta Kronika była do wglądu na każdym Zjeździe KPD, tak aby wszyscy mogli w oryginale oglądać to piękne dzieło i zapoznawać się z historyczną wartością jej dokumentów. Otrzymałem odpowiedź, że kronika będzie skanowana i członkowie KPD otrzymają jej elektroniczną wersję. Zabrzmiało to tak, jakby nie wiedziano, że nie da się elektronicznie odtworzyć całości Kroniki, bo nie pozwolą na to pewne szczegóły. Poza tym upłynęło już wiele lat, jak jest skanowana, a efektów nie widać. Dla mnie skanowanie na dużym skanerze to kwestia kilku godzin, nawet z takimi trudnościami kroniki mającej w kartkach kieszonki z dokumentami.

Ostatnim dyskutantem był pilot Paweł Świerczyński z Mielca, który ze smartfonu odczytał relację swojego dziadka. Niewiele z tego zrozumiałem, bo zagłuszał gwar rozmów.

Na tym spotkanie zakończono i udaliśmy się na spoczynek.

Ze względu na kilkudniowy Zjazd i obszerność tematów ze zdjęciami, dalszy ciąg nastąpi za kilka dni. Napiszę wówczas o zwiedzaniu PZL Mielec, Parku Historycznego Blizna i uroczystej kolacji jaka odbyła się na zakończenie Zjazdu.

Teofil Lenartowicz

Wrocław, dnia 26 października 2022 roku