niedziela, 13 grudnia 2020

39 rocznica Stanu Wojennego

 

39 rocznica Stanu Wojennego

            Z wielkim zaskoczeniem uświadomiłem sobie, że minęło dzisiaj 39 lat od powyższych wydarzeń i że wydarzeń tych mogą nie pamiętać dzisiaj nawet 50-latkowie, a więc osoby będące w średnim wieku. Uświadomiłem sobie także, że podobnie jak dzisiaj 13 grudnia wypadło w niedzielę. Dla mnie będącego wówczas jeszcze w średnim wieku, wydarzenia owe stoją przed oczami jak żywe i na zawsze pozostaną w mojej pamięci. Wróćmy pamięcią do tamtych czasów.

W kraju kryzys pogłębiał się we wszystkich dziedzinach. Widoczne to było wszędzie, a także i w mieleckiej WSK. Braki w zaopatrzeniu powodowały, że produkcja na różnych szczeblach załamywała się. Tak było zawsze jak długo tam pracowałem, a miałem już w WSK przepracowane prawie 30 lat. Teraz z produkcją było gorzej, a zanosiło się, że będzie jeszcze gorzej. Zakład przygotowywał się do uruchomienia produkcji nowego samolotu AN-28 na potrzeby Związku Radzieckiego. Umowę na produkcję tego samolotu podpisał premier Piotr Jaroszewicz, bez jakichkolwiek konsultacji z zainteresowanymi zakładami, któ­re miały ten samolot produkować. Umowa zabezpieczała tylko interesy strony Radzieckiej, bez liczenia się z kosztami strony polskiej i dlatego była utrzymywana w ścisłej tajemnicy. Umowa zastrzegała, że cena za samolot ma być stała i nie wolno jej zmieniać, a także nie wolno nam będzie sprzedawać samolo­tów na inne rynki, lecz tylko do ZSRR. Umowa natomiast nie zastrzegała wzrostu cen części z kooperacji ze Związku Radzieckiego. I tak od mo­mentu podpisania umowy w 1978 roku do 1981 r. cena za podzespoły i silnik przekroczyły już cenę, jaką mieliśmy uzyskać za cały samolot, i nie wiadomo ile jeszcze wzrosną ceny do 1985 roku, kiedy mają zejść z produkcji pierwsze sztuki samolotów.

10 grudnia 1981 roku „Głos Solidarności” na łamach tygodnika „Głosu Załogi” ogłosił apel do wszystkich pracowników, a szczególnie tych z OBR, którzy pracowali nad tym samolotem, aby swoimi naciskami doprowadzili i zmusili dyrekcję WSK o wystąpienie o renegocjację umowy. W swoim apelu Związkowa Rada Nadzorcza NSZZ „Solidarność” donosiła o odby­tym plenum delegatury OBR „Solidarność”, na którym dyrektor naczelny przed­siębiorstwa udzielał wyjaśnień dotyczących przyszłej produkcji samolotu AN-28 i pod naciskiem ujawnił szczegóły umowy zawartej ze Związkiem Radzieckim. Apel do Załogi WSK wyczerpująco wyjaśnia wszystkie negatywne skutki umowy, apelując do wszystkich o inspirowanie i wspieranie wszelkich możli­wych działań zmierzających do ograniczenia negatywnych skutków zaangażowa­nia się w produkcję samolotu AN-28.

W tym samym numerze gazety jest opublikowane pismo Delegatury NSZZ "Solidarność" do Tymczasowej Rady Pracowniczej w tej samej sprawie. Odsy­łam do przeczytania obu artykułów pt. Apel Solidarności zamieszczonych w Głosie Załogi z 10.12. 1981, które w sposób przejrzysty, wywa­żony i bez emocji przedstawiają także wiele innych szczegółowych negatyw­nych aspektów powyższej umowy. Wynika z nich jasno, jakie ogromne straty przy­nosiły nam umowy ze Związkiem Radzieckim. Sądzę, że było podobnie ze wszys­tkimi umowami Polski ze Związkiem Radzieckim. „Solidarność” coraz śmielej dobierała się do podobnych spraw odkrywając ich tajniki.

Materiały takie i podobne, a także dotyczące historii Katynia i wielu innych zbrodni sowieckich z okresu rewolucji sowieckiej, 2 Wojny Światowej i powojennych zbrodni, były niesamowicie kompromitujące Związek Radziecki i dlatego nie mógł on sobie pozwalać na dalsze działanie „Solidarności”. Proszę zwrócić uwagę na zbieżność dat Głosu Załogi (10.XII.81) i Stanu Wo­jennego (13.XII.81)

Nie chcę przez to powiedzieć, że artykuł w Głosie Załogi wywołał Stan Wojenny. Pragnę jedynie podkreślić fakt, że „Solidarność” w swym działaniu posunęła się do granicy niestrawności przez Związek Radziecki jej działań. Czytającego Apel Solidarności proszę o zwrócenie uwagi na miejsce, w którym cenzor skreślał części zdań.

Z powyższego wynika jasno, że Solidarność i wydarzenia w Polsce musiały doprowadzić przywódców na Kremlu do wściekłości. Nie mogli się oni pogodzić z tym, co się w Polsce dzieje i stało się to, co mogło się stać najgorszego.

13.XII.81, w niedzielę wstałem nieco później niż zwykle, albowiem grudniowy dzień sprzyjał dłuższemu lenistwu. Obudziła mnie sąsiadka wpadając w jakiejś sprawie, a wychodząc powiedziała.

--- Ogłosili jakiś stan wojenny, czy coś takiego.

--- Chyba stan wyjątkowy, powiedziałem i natychmiast po jej wyjściu włączyłem radio.

W radiu i telewizji wrzało już od wiadomości. Stało się to, co mogło się stać najgorszego. Ogłoszono Stan Wojenny, a gen. Jaruzelski stanął przeciwko własnemu narodowi. Człowiek ten i jemu podobni wiernie wykonali mos­kiewskie rozkazy. Nie potrafili oni przez wiele lat wyciągnąć polskiej go­spodarki z dołka, natomiast teraz Stan Wojenny potrafiono zapiąć na ostat­ni guzik. Wszystko działało jak w zegarku bez zastrzeżeń. Potrafiono w je­dnej chwili internować dziesiątki, a może setki tysięcy ludzi. Sparaliżowali telefony, pocztę, komunikację i wiele innych dziedzin. Złamano resztki swobód demo­kratycznych. Wszystko to wykonano w ciągu jednej nocy.

Między bajki należy schować tłumaczenie władz, że zmusiła ich do takiego kroku Solidarność, bo zmierzała do rozlewu krwi poprzez przejęcie wła­dzy siłą. Mówiono, że uratowano Polskę przed gorszym złem. Rzeczywistość jednak była taka, że plany rozprawienia się z Solidarnością istniały od za­rania jej powstania, albowiem system komunistyczny nie dopuszczał żadnych ustępstw w sprawowaniu władzy.

Stan Wojenny był bezprawiem popełnionym na narodzie polskim, bo był niezgodny z konstytucją. Nie było zagrożenia z zewnątrz, a tylko w takim wypadku można było go wprowadzić. Tłumaczono później, że Jaruzelski uratował Polskę przed gorszym złem, jakim byłaby interwencja Sowietów. Można teraz gdybać, co by było gdyby było, ale sądzę, że Związek Radziecki by tego nie zrobił. Fakt ten potwierdza wiele osób o mądrzejszych głowach niż moja. Uważam, że Związek Radziecki w latach 80-tych był w takiej sytuacji, która nie pozwalała na interwencję w Polsce, a ostrzej powiedziawszy zmuszała go do nieinterwencji.

Co składało się na sytuację, która uniemożliwiała interwencję? Było dwie przyczyny. Pierwsza to rozpętanie w 1979 roku wojny w Afganistanie poprzez napaść na nią. Druga to fakt, że Związek Radziecki przechodził głęboko zakorzeniony kryzys gospodarczy i polityczny. Kryzys przechodził cały obóz socjalistyczny, ale najbardziej widoczny był on w Polsce. Po napaści na Afganistan Związek Radziecki był pod obstrzałem całej światowej opinii publicznej. Zachód ograniczył i zapowiadał dalsze ograniczenie handlu, dostaw towarów, a szczególnie dostaw technologii zachodnich do Związku Radzieckiego. Gdyby Związek Radziecki napadł wówczas na Polskę to świat zachodni zastosowałby wobec niego ostrzejszą blokadę gospodarczą, a szczególnie uczyniłyby to najbogatsze kraje.

Nie mam wątpliwości, że rządzący Sowietami brali to pod uwagę. Nie byli przecież tacy głupi i pozbawieni wyobraźni. Łatwo wyobrazić sobie, że Związek Radziecki odcięty blokadą gospodarczą od zachodu splajtowałby dużo wcześniej niż stało się to w 1991 roku. Nie były to już czasy początku wieku, lecz jego koniec. Skończył się już czas, kiedy kraj nawet tak duży jak ZSRR mógł samodzielnie się rozwijać bez współpracy z najbar­dziej uprzemysłowionymi krajami świata. Związek Radziec­ki nie mógł sobie pozwolić na interwencję w Polsce, bez brania powyższego pod uwagę, więc jedynym rozwiązaniem było rozprawienie się z Solidarnością rękami Polaków.

Najlepiej nadawał się do tego celu stojący na czele wojska gen. Jaru­zelski. I to jemu powierzono wykonanie zadania. Jaruzelski stanął przed wyborem, wykonać rozkazy Moskwy i stanąć przeciwko własnemu narodowi, albo stanąć po stronie własnego narodu razem z wojskiem. Jak wiadomo wyb­rał pierwszy wariant najlepszy dla Moskwy, najgorszy dla Pol­ski, bo przeciw własnemu narodowi.

Należy w tym miejscu podkreślić, że „Solidarność” i wydarzenia z nią związane wyzwoliły w społeczeństwie polskim ogromny zapał i inicjatywę w bu­dowaniu nowej Polski. Niewiele przesadził wówczas Wałęsa mówiąc, że zbudu­jemy drugą Japonię, albowiem z takim zapałem i takim duchem, jaki wów­czas był w narodzie można było zdziałać bardzo dużo.

Po wprowadzeniu Stanu Wojennego społeczeństwo uświadomiło sobie, jaki mu zgotowano los i czym silniej zaciskano pętle na narodzie tym większa ogarniała go apatia. Polska stała się jak dętka, z której upuszczono powie­trze. Polska stała się kapciem. Ludzie snuli się przy stanowiskach pracy jak pół zdechłe muchy. Nie chciało społeczeństwo polskie wyciągać Polski z marazmu, w jaki pogrążyły ją 40-letnie rządy partyjnych władców sterowanych z Kremla.

Polskę można było uratować nie marnując ogromnego zapału, jaki tkwił w narodzie. Mógł tego śmiało dokonać gen. Jaruzelski, gdyby wraz z wojskiem opowiedział się po stronie narodu. Przecież musiał on sobie zdawać sprawę lepiej niż przeciętny obywatel, że system komunistyczny nie sprawdził się nigdzie na świecie, że rozpada się nie tylko w Polsce, ale także w ZSRR. Powinien rozumieć, że popędzanie go przez Moskwę do rozprawy z „Solidarno­ścią” było tylko gorączkowym wygrażaniem Polsce, bo inny wariant się nie liczył. Związek Radziecki przeżerany własnymi kłopotami nie mógł już sobie na to pozwolić. I nie pozwoliłby sobie na to, nawet wtedy, gdyby Jaru­zelski opowiedział się po stronie swojego narodu. Gdyby to zrobił miałby po swojej stronie wszystkich łącznie z całą opinią światową. Stanęłoby przy nim murem całe społeczeństwo. Nie użyłem słowa Solidarność, bo w tym czasie naród w całości był Solidarnością, a Solidarność narodem. Za Jaruzelskim stanęłoby także wojsko.

 Znałem nastroje panujące w wojsku i nie były one inne niż w całym społeczeństwie. Jeździłem do jednostek lotniczych, bo to była moja praca, gdzie miałem do czynienia z kadrą oficerską. Ci oficerowie żywo zainteresowani ruchem Solidarności popierali go całym sercem i opowiadali się za nim. Jaruzelski stojący na czele wojska i mający poparcie całego narodu mógł śmiało powiedzieć Moskwie nie. Miałby za sobą naród, wojsko i całą światową opinię publiczną, a w takiej sytuacji Związek Radziecki nie mógł sobie pozwolić na drugi po Afganistanie otwarty konflikt zbrojny z Polską. Jaruzelski stojący na czele Polski stałby się bohaterem narodowym na miarę XX-go wieku. Zająłby miejsce jak Piłsudski i inni polscy bohaterowie. Byłby jeszcze jedną wspaniałą kartą w po­lskiej historii.

Niestety Jaruzelski opowiedział się nie za Polską, lecz za Moskwą i w ten sposób stał się szmatą i to w dodatku moskiewską szmatą. Miejsce w historii zajmie on nie po stronie polskich bohaterów, lecz zdrajców. Na 8 lat wpędził ten człowiek Polskę w otchłań apatii, marazmu i pogłębiające go się kryzysu. Ze spętanej Stanem Wojennym Polski wyłapywano najlepszych synów polskiego narodu. Jednych zamykano w więzieniach, innych zmuszano do wyjazdu na emigrację, a jeszcze innych po kryjomu w odrażający sposób mordowano. Solidarność rozpracowywano i starano się rozsadzać od wew­nątrz nasyłając do jej szeregów różnego rodzaju konfidentów. Nie przebierano w środkach. Dla nich każdy sposób, który prowadził do celu był dobry.

Po przyjściu do pracy w poniedziałek po Stanie Wojennym, każdy praco­wnik WSK otrzymał do przeczytania pismo pt. Pouczenie i musiał własnoręcznie pokwitować przyjęcie go do wiadomości. Nie wiem dlaczego szef Serwisu Pietras wymienił w nagłówku mnie i Stasia Zawistowskiego. Dowiedziałem się z niego, że pracuję w zakładzie zmilitaryzowanym i mam być posłuszny, nie strajkować i wykonywać rozkazy, a jeśli nie posłucham i np. odmówię pracy, to będę potraktowany jak dezerter w wojsku przez sąd wojskowy i grozi mi kara od 2 lat więzienia do kary śmierci. Tak grozi ostatni akapit Pouczenia.


Pouczenie dla osób powołanych do służby w jednostkach zmilitaryzowanych

1.         W związku z objęciem militaryzacją w resorcie Hutnictwa i Przemysłu Maszynowego

1/ zakładów /wydziałów/ produkcji specjalnej i innych zapewniających ciągłość tej produkcji,

2/ zakładowych zawodowych straży pożarnych oraz

3/ jednostek organizacyjnych straży przemysłowej

stają się one jednostkami zmilitaryzowanymi, a osoby w nich zatrudnione, zarówno te, które otrzymały wcześniej przydział organizacyjno-mobilizacyjny, jak i te, które omawianego przydziału nie otrzymały - są z mocy prawa powołane do pełnienie służby w jednostkach zmilitaryzowanych, Dotychczasowy stosunek pracy wymienionych osób zostaje zawieszony na czas pełnienia służby. Służbę pełni się na tym samym, albo innym stanowisku według potrzeb jednostki zmilitaryzowanej. Decyzje w tych sprawach podejmuje kierownik jednostki.

2.           Powołanie do służby w jednostce zmilitaryzowanej następuje poprzez podanie do wiadomości pracowników, przez kierownika jednostki - zarządzenia Ministra Hutnictwa i Przemysłu Maszynowego o militaryzacji, poinformowanie o obowiązkach i uprawnieniach wynikających z pełnienia służby w jednostce zmilitaryzowanej oraz o odpowiedzialności  karnej za niedopełnienie lub naruszenia obowiązków służby w jednostce zmilitaryzowanej. Przyjęcie powyższego do wiadomości, pracownicy potwierdzają swoim  podpisem  na listach imiennych - przygotowanych przez kierowników jednostek zmilitaryzowanych. Pełnienie służby jednostce zmilitaryzowanej oznacza, że

l/ osoba pełniąca służbę jest obowiązana wykonywać polecenia przełożonych, wydane w sprawach służbowych, Polecenia są równoznaczne z rozkazem w warunkach służby wojskowej w czasie wojny,

2/ osoba pełniąca służbę, nie może jednostronnie rozwiązać stosunku służbowego z jednostką w której pełni służbę,

3/ zwolnienie ze służby w jednostce zmilitaryzowanej następuje tylko w przypadku utraty zdolności do wykonywania pracy lub osiągnięcia 65 lat przez mężczyznę i 60 lat życia przez kobietę. Kierownik jednostki zmilitaryzowanej może za zgodą organu nadrzędnego zatrzymać w dalszej służbie w tej jednostce osobę posiadającą szczególne kwalifikacje mimo, że osiągnęła ona wymienioną granicę wieku, jeżeli stan zdrowia pozwala jej na dalsze pełnienie służby. Kierownik jednostki może zwolnić ze służby w innych uzasadnionych przypadkach.

4/ osoba pełniąca służbę może podlegać skoszarowaniu,

5/ osoby odbywające służbę mogą być przeniesione na inne stanowisko w tej samej jednostce, a także do innej jednostki zmilitaryzowanej. Nie dotyczy to przeniesienia do jednostki znajdującej w innej miejscowości - kobiet które są w ciąży albo osób które sprawują opiekę nad dziećmi do lat ośmiu, bądź sprawują opiekę nad dziećmi od lat ośmiu do szesnastu lub osobami wspólnie zamieszkującymi, zaliczonymi do I grupy inwalidów bądź obłożnie chorymi - jeżeli opieki tej nie można, powierzyć innej osobie.

            Czas pracy ustala kierownik jednostki zmilitaryzowanej w zależności od potrzeb jednostki zmilitaryzowanej - w uzgodnieniu z kierownikiem jednostki nadrzędnej.

       Osoby pełniące służbę w jednostce zmilitaryzowanej nie mogą otrzymywać wynagrodzenia niższego od otrzymywanego przed powołaniem do tej służby. Nie dotyczy to przypadków ukarania za naruszenie dyscypliny pracy, przeniesieniem na stanowisko niżej zaszeregowane lub przeniesienia na takie stanowisko na jej prośbę.

            Osobom skoszarowanym przysługuje nieodpłatnie całodzienne wyżywienie według określonych norm oraz zakwaterowanie.

Osoba, która:

1/ bez usprawiedliwienia nie zgłosiła się w ustalonym terminie i miejscu do pełnienia służby w jednostce zmilitaryzowanej

2/ uchyla się od obowiązku pełnienia służby w jednostce

3/ nie wykonuje lub odmawia wykonania polecenia służbowego przez przełożonego

podlega karze pozbawiania wolności od 2 lat do kary śmierci włącznie, na zasadach określonych w przepisach karnych.

            Sprawy o przestępstwa wynikające z pełnienia służby w jednostce zmilitaryzowanej należą do właściwości sądów wojskowych. Koniec cytatu

Zakładowi przydzielono komisarza wojskowego, który dumnie po Zakład­zie z bronią przypięta do pasa paradował. Miał on tak szerokie uprawnienia, że mógł zawieszać nawet dyrektorskie decyzje.

Pracy nie było w tych pierwszych dniach stanu wojennego. Nikt nie nawoływał żeby nie pracować, ani też nie poganiał do pracy. Ludzie cho­dzili smętni ze spuszczonymi głowami, jakby wszystko z nich wyparowało. Tak wiele sobie obiecywano, a tak się to skończyło. Dopiero po miesiącu praca zaczynała nabierać rytmu, ale była to praca pozorowana. Ludzie snu­li się po stanowiskach pracy, a to, co robili było wykonywaniem obowiązków, bez przekonania, że są one słuszne.

Jedyną nadzieją w tych dniach był fakt, że nie wszystko udało się ko­munie stłumić. Słyszało się o Śląsku, gdzie w kopalniach trzymali się jesz­cze górnicy, a także w kilku innych miejscach. Bierny opór społeczeństwa przeciwko władzy komunistycznej trwał. 

Teofil Lenartowicz

Wrocław dnia 13 grudnia 2020 roku

 

piątek, 11 grudnia 2020

Harcownictwo na temat nazwy mieleckiego ronda

 

Harcownictwo na temat nazwy ronda w Mielcu

Tak się składa, że od wielu miesięcy istnieje w Mielcu podniecany kijem w mrowisku spór na temat nazwy ronda. To ważne rondo istniało przed wjazdem do WSK PZL Mielec, a obecnie po przebudowie przed SSE i stanęła sprawa jego nazwy. Obserwuję jakieś dziwne harcownictwo toczące się wokół nazwy. Jedni przeforsowali nazwę nazwiskiem jednego z dyrektorów WSK, inni są przeciwni owej nazwie. Przy okazji na Bogu Ducha winnego zasłużonego dyrektora Tadeusza Ryczaja wylewany jest stok pomyj. Ten człowiek na pewno już kilka razy w grobie się przewrócił i gdyby mógł to by wstał i powiedział odpieprzcie się ode mnie. Na pewno i jego rodzina ma dość tej przepychanki.

Na szczęście nazwa ronda nie została zatwierdzona, a ja myślę że dlatego, iż nie nawiązywała całościowo do historii powstania mieleckiego lotnictwa. Historia mieleckiego lotnictwa jest 100-letnia i tak piękna, że pozazdrościć jej może każde miasto. Ma ogromne znaczenie dla tożsamości mieszkańców, których przodkowie żyli tu od wieków.

Obecne społeczeństwo, to mieszanina rodowitych Mielczan z przyjezdnymi z różnych stron Polski. Mielec z kilkutysięcznego miasteczka wyrósł na przemysłowego giganta wśród podobnych miast. Tu znalazło swój dom, pracę i Małą Ojczyznę wiele tysięcy przyjezdnych, tak przed II Wojną Światową jak i po 1945 roku w PRL-u. Nieszczęściem stało się, że w PRL-u wychowano społeczeństwo w nienawiści do patriotycznych działań po odzyskaniu Niepodległości Polski, milczeniem kwitując piękną 100-letnią historię mieleckiego lotnictwa. Tą historię zapoczątkowali Bracia Działowscy, a podchwyciło ją wielu znanych mieleckich patriotów. Są to Jaderni, ojciec słynnego partyzanta „Jędrusia” tworzący LOPP i wielu znanych Mielczan. To nie przypadek, że zapadła decyzja budowy przemysłu lotniczego w Mielcu zakończona produkcją samolotów PZL 37 Łoś przed wojną. To rozsądna decyzja władz widząca rozwój Polski przez inwestycje w budowę Centralnego Okręgu Przemysłowego.

Tłum ludzi zwiedzających na krakowskim lotnisku awionetki Braci Działowskich

Dzisiaj o ile wiemy i święcimy na uroczystościach powstanie przemysłu lotniczego, to całkowicie zapominamy o społeczeństwie lat 1918-1938, dzięki któremu zawdzięczamy powstanie tego przemysłu. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że pionierami są Bracia Działowscy, którzy swą szeroko zakrojoną lotniczą działalnością rozbudzili świadomość lotniczą Mielczan. To płk Ludomił Rayski i późniejszy generał dostrzegł rozbudzoną przez Działowskich siłę twórczą Mielczan i przechylił języczek u wagi w kierunku Mielca.

 Ta historia nie jest znana ogółowi Mielczan, bo nawet po transformacji ustrojowej przykryto ową historię milczeniem. Znają ją tylko nie liczni rodowici Mielczanie, natomiast pozostali, a dotyczy to włodarzy miasta, lotniczych organizacji społeczno historycznych nie znają owej historii, bo się z nią nie zapoznali lub nie rozumieją potrzeby głoszenia jej i święcenia na rocznicowych uroczystościach.

Gdyby po transformacji ustrojowej 1989 roku zdjęto milczenie z historii lotniczej 20-lecia międzywojennego, to Mielczanie czcili by i szczycili się w świecie swą piękną historią. Na uroczystościach rocznicowych wspominano by ową historię. Rondo nazwano by 100-leciem Mieleckiego Lotnictwa i nie byłoby w tej nazwie politycznych sporów. W tej nazwie mieści się całość Mieleckiego Lotnictwa ze wszystkim co w lotnictwie działo się od ponad 100 lat. Czczono by oprócz przemysłu lotniczego, także pierwszych pionierów lotnictwa okresu międzywojennego. Natomiast włodarze miasta i odpowiedzialni za organizacje społeczne bardziej rozumieli by znaczenie nazewnictwa, bo nie chodzi tylko o nazwisko zasłużonego dyrektora lecz chodzi o nazwę dającą szerszy aspekt społecznej dumy z dawnych lotniczych pokoleń.

Odnoszę wrażenie, że gdyby znano znaczenie mojej propozycji sprzed 3 lat uświetnienia 100-lecia Niepodległości Polski wraz ze 100-leciem lotnictwa, to nie otrzymał bym odpowiedzi dyrektora Muzeum Oborskich w postaci pytania: Czy to mało nazwa ulicy, szkoły i Aeroklubu imieniem Działowskich? Nie zrozumiał że wydarzenia rocznicowe należy pamiętać i przy uroczystościach zawsze wspominać. Przypominałem o zbliżającym się 100-leciu prezydentowi miasta, radnemu, w urzędzie promocji miasta, prezesom TMZM i Promlot, ale bezskutecznie. Nie wspomniano na uroczystym spotkaniu Niepodległości Polski ani słowem o 100-leciu lotnictwa.

Napisałem książkę pt. „100 lat przygody Mielca z lotnictwem” wydaną własnym kosztem. Mielec jest dla mnie Małą Ojczyzną, a lotniczy fach mechanika lotniczego przeżyłem na mieleckim lotnisku od 1955 roku. Prowadzę bloga pod nazwą „Moje życie i samolot”, a w nim około 300 tematów nie tylko lotniczych. Historia lotnicza Mielca jest dla mnie niezwykle droga i staram się ją rozpowszechniać. Kiedy wspominam poza Mielcem o wspaniałej historii lotniczego Mielca, słuchający nie dają wiary że nie jest rozpowszechniana.

Uważam, że nazwanie owego ronda „100-leciem lotniczego Mielca” jest najbardziej trafne do miejsca i historycznych wydarzeń Mielca. Nie ma w nazwie politycznych akcentów więc nie budzi sporów. Przy okazji niesie informację, że lotnicza stolica Polski, jakim jest Mielec, posiada od 100 lat lotnicze tradycje. Zlikwiduje 80-letnie milczenie o lotniczych pionierach Braciach Działowskich, trwające przez oba systemy totalitarne i do dzisiaj. Tylko jeden raz za powstania Solidarności, gazeta zakładowa Głos Załogi opublikowała 10 grudnia 1981 roku reportaż Mieczysława Działowskiego seniora. Po trzech dniach nastąpił Stan Wojenny i znów zapadło milczenie, jak za komuny, trwające do obecnej chwili. Zainteresowanych odsyłam pod link, gdzie publikowałem przed 3-ma laty reportaż Głosu Załogi. http://cowiemechanikolotnictwie.blogspot.com/2017/12/reportaz-mieczysawa-dziaowskiego-sprzed.html

Może wreszcie pokolenia Mielczan poznają i docenią całą lotniczą historię Mielca, a nie tylko przemysłu lotniczego.

Teofil Lenartowicz

Wrocław, dnia 11 grudnia 2020 roku

środa, 11 listopada 2020

102 rocznica Lotniczego Mielca

 

102-ga rocznica lotnictwa w Mielcu

Stanisław i Mieczysław Działowski. Bracia Działowscy

Obchodząc w dniu 11 listopada rocznicę Niepodległości Polski, dobrze przypomnieć, że jest to także 102 rocznica lotnictwa w Mielcu. Tak się dziwnie składa, że owa rocznica nie jest obchodzona w Mielcu, nie tylko przez Władze Miasta, ale także przez środowiska lotnicze. Warto sięgnąć do historii i przypomnieć ową rocznicę wyznaczoną przez wydarzenia historyczne, a nawet przez Opatrzność. Najbardziej bolącym faktem było, że o rocznicy tej nie wspomniano nawet w 100 lecie Niepodległości Polski 2 lata temu. Obchodzono rocznicę 80-lecia powstania przemysłu lotniczego zapominając o 20 wcześniejszych latach 1918-1938. Co to były za wydarzenia przypomina reportaż z Mieczysławem Działowskim seniorem w Głosie Załogi z dnia 10.12.1981.

Winą za stan milczenia obarczam skostniałych przywódców środowisk lotniczych Mielca i historyków. Korzystając z milczenia czasów PRL-u wygodnie jest nie zaprzątać sobie głowy dawnymi czasy. Lepiej tworzyć nową lotniczą historię, bliższą własnym interesom. Po co zaprzątać sobie głowę starymi historiami, skoro nic z nich nie ma.

Odnoszę wrażenie, że taką mentalnością przynosimy Miastu ogromną szkodę okradając społeczeństwo z bogactwa tradycji. Bracia Działowscy, którzy zapełnili lotniczymi wydarzeniami 20 letnią lukę historii 1918-1938 godni są pamięci wielu pokoleń Mielczan. To Stanisława Działowskiego w dniu 11 listopada 1918 roku namaścił ojciec Walenty na łożu śmierci. Stanisław przybył z Wiednia wyszkolony na lotniczego mechanika i osiągnięciami lotniczymi wraz z bratem Mieczysławem rozsławił Mielec na całą Polskę. Rozsławiali Mielec nie tylko lotami z herbem Mielca na stateczniku, ale własnymi rękami wykonanymi konstrukcjami lotniczymi, na których zdobywali czołowe nagrody. Nie bez znaczenia jest, że ich osiągnięcia zauważył płk Ludomił Rayski szef polskiej astronautyki i późniejszy generał. To Bracia Działowscy zaszczepili Mielczanom lotniczego bakcyla do tego stopnia, że decyzja na budowę przemysłu lotniczego PZL Zaklad nr 2 wypadła na Mielec.

Dzisiejszy Mielec to pokolenia Mielczan zmieszane z wieloma przyjezdnymi z całej Polski, którzy znaleźli tu swój dom i pracę. Również oni przyczynili się do lotniczej potęgi Mielca. Może dla niektórych nie znających historii Mielca, dobra jest opinia że zasługą przyjezdnych jest lotniczy Mielec. Jednak powinni wiedzieć, że nie przyjechali na bezludną wyspę, lecz tam gdzie Mielczanie mieli lotniczą świadomość i tradycję.

Jestem cząstką pokolenia, które już odeszło. Obecne pokolenia zaprzątnięte własnymi troskami niechętnie upomina się o tamtą historię. Jednak mam nadzieję, graniczącą z pewnością, że młode pokolenie upomni się o historię swej Małej Ojczyzny. Potrząśnie władzami i zażąda właściwej czci i pamięci dla historycznych wydarzeń Mielca.

   Teofil Lenartowicz

Wrocław, dnia 11 listopada 2020